Oglądając pierwszą połowę obawiałem się, że Manchester znów strzeli góra 1 gola. Czerwone Diabły miały swoje okazje, lecz żadnej jakiejś klarownej, było trochę chaosu i do tego przyplątały się jeszcze kontuzje Vidica i O'Shea.
Na boisko weszło dwóch młodzików, którzy zagrali według mnie bardzo dobre spotkanie.
Szczególnie dobrze zagrał Brazylijczyk Anderson, którego fantastyczne podanie do Teveza pozwoliło United zdobyć wreszcie bramkę. Zresztą warto pochwalić Argentyńczyka za tego gola, bo sytuacja wcale banalna nie była, a jednak bramkę udało się strzelić. W ogóle Tevez rozegrał chyba najlepsze spotkanie w barwach United.
Po bramce Carlosa Manchester osiągnął już całkowitą przewagę i kolejne bramki wisiały w powietrzu. Tak też się stało i Manchester wygrał to spotkanie 4:0 (Tevez, 2x Ronaldo i Rooney).
Na taką wygraną na pewno wszyscy fani Manchester liczyli. Wreszcie ManU strzeliło więcej niż jedną bramkę, a gra w drugiej połowie była już naprawdę bardzo dobra. Wszystko wskazuje na to, że teraz Manchester będzie na fali wznoszącej i znów zaczną grać jak w poprzednim sezonie.
Martwią jednak liczne kontuzje. Nazbierało się ich dosyć sporo i to może pokrzyżować plany Fergusona.



