Liverpool wygrał dzisiejsze derby, ale wygrał je niezasłużenie. Remis byłby najbardziej sprawiedliwym wynikiem w tym spotkaniu. Dwa karne dla The Reds jak najbardziej słuszne, ale sędzia powinien był podyktować również dwa karne dla gospodarzy tego spotkania. Dwa razy w polu karnym przewracany był Lescott, a mimo to Pan arbiter nie podyktował karnego dla Evertonu. Ta sytuacja w 93 minucie to już był ewidentny karny i dziwi mnie to, że sędzia go nie podyktował.
Ogólnie spotkanie mnie nieco rozczarowało. Spodziewałem się lepszych derbów Liverpoolu, bo te dzisiejsze nie zaspokoiły w pełni moich wymagań kibicowskich. W poprzednim sezonie oba mecze derbowe były zdecydowanie ciekawsze niż to dzisiejsze. No ale nie ma co tylko narzekać, bo znów tak tragicznie nie było. Ciekawie się zrobiło po bramce dla Evertonu, wtedy to goście musieli zaatakować i wreszcie zaczęło się coś dziać. Było parę ciekawych akcji, czasami było widać tą walkę, która jest nieodłącznym elementem meczów derbowych.
Szczególnie do walki był dzisiaj chętny Jamie Carragher, który prawie by eksplodował na boisku.
Piłkarzem meczy zawodnik gospodarzy, a mianowicie Joleon Lescott, który dzisiaj był wszędzie, dwoił się i troił, a jednak nie udało mu się pomóc drużynie w wywalczeniu trzech punktów, choć na nim były dwa faule w polu karnym, po których Everton powinien otrzymać rzuty karne.



