Początek meczu dość mocny, to my przeważaliśmy w pierwszych minutach. Ale później inicjatywę przejęli gospodarze i przypieczętowali ją golem Agbonlahora. To był sygnał do zrywu dla Diabłów. Frontalne ataki doprowadziły do gola Rooney'a. Fatalne pomyłki obrońców Villi(Knighta i Gardnera) ułatwiły nam nieco zadanie. A już w doliczonym czasie gry z rzutu rożnego dośrodkowywał bodajże Nani, ładnie na piłkę nabiegł Pique, a po interwencji Carsona dobił Rio.
Druga połowa przebiegła praktycznie pod dyktando Manchesteru. Villa kończyła mecz w 9 i z najmniejszym wymiarem kary. Szkoda, że Wayne nie skompletował hat-tricka. Chyba już do rzutu karnego nie podejdzie. I nie ważne czy na boisku jest Saha i Ronaldo.
To co należy pochwalić to dobra gra Pique. Ostatnie dwa mecze w jego wykonaniu napawają optymizmem. Vidica ze składu nie wygryzie, ale przy kontuzji któregoś z podstawowych środkowych obrońców to naprawdę niezły zmiennik. A może grac też jako defensywny pomocnik.
Fajnie na rozegraniu prezentował się Anderson. Mimo wszystko brakuje Carricka. Bo Brazylijczyk potrafi zagrać bardzo ładną piłkę, ale nie oszukujmy się, w odbiorze nie istnieje. Walka to nie jest jego drugie imię
Coraz lepiej układa się też gra parze Tevez-Rooney. Świadczy o tym chociażby 2 bramka Rooney'a, ale też kilka innych akcji.
Bardzo cieszy mnie rzecz jasna wynik, ale przede wszystkim styl gry zaprezentowany we wczorajszym meczu. Do złudzenia przypominający momentami ten zespół z zeszłego sezonu.



