Oczywiście choć są to różne urazy, ale chyba można podpiąć pod kontuzje.Chodzi mi o dwóch niemieckich graczy.Pierwszy to Lars Ricken, które przebojem wdarł się na boiska, nie tylko niemieckie ale i europejskie.Chyba każdy marzy o takim wejściu jak on.Przypomnę, w finale Ligi Mistrzów w 1997 r. po dosłownie 6 sekundach, pierwszy dotknięciem piłki zdobywa bramkę z okolic 20-25 metra, dobijając Juve.Potem jego kariera załamała się przez różnorakie kontuzje i obecnie pałęta się gdzieś między I a II zespołem.
Drugim jest, chyba trochę nawet tragiczniejszym jest Sebastian Deisler.Chłopak, także za młodu okrzyknięty wielką nadzieją niemieckich skórokopów, ale na przeszkodzie tego stała psychika, oraz dodatkowo 2 ciężkie kontuzje przed samymi rozgrywkami MŚ ( '02 i '06 ).Nie potrafił sobie poradzić z presją.Ciężkim ciosem, było wygwizdywanie go przez caly stadion, gdy odchodził z Herthy, na rzecz Bayernu.Cały sezon 03-04 spędzil lecząc depresję.Ostatecznie w styczniu tego roku ogłosił rozbrat z futbolem.Oficjalnie powiedział, że chodzi o kolano, jednak tajemnicą poliszynela jest jego brak silnego charakteru.



