FC Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
revan
Rezerwowy
Rezerwowy
Posty: 163
Rejestracja: 22 mar 2005, 23:33
Reputacja: 0

Post autor: revan » 11 lis 2007, 0:35

Żenada to jedyne słowo jakie ciśnie mi się na usta po dzisiejszym (wczorajszym już właściwie) meczu. W drugiej połowie graliśmy jeszcze słabiej niż w pierwszej (w sumie wydawało mi się to niemożliwością, ale skoro jesteśmy "więcej niż klubem"...). Najbardziej wkurzające jest to gadanie w prasie o konieczności wygranych na wyjazdach, o mobilizacji, chęciach, ambicji i tego typu pierdołach, a gdy przychodzi do meczu, mamy nieprzyjemność oglądać tę samą padakę, jaką zespół serwuje swoim kibicom już od ubiegłego sezonu. Odkąd Barcelonę przejął Rijkaard nigdy nie graliśmy specjalnie efektownie ani pięknie na wyjazdach. Z tym, że wtedy do dyspozycji mieliśmy Eto'o, którego bramki często dawały nam 3 punkty, pomimo tego, że styl gry porywający nie był. Obecnie w drużynie brakuje takiego kilera (gdyby Henry wykorzystał tę okazję w pierwszej połowie przy stanie 0-0 mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej), bo Henry w aspekcie skuteczności zawodzi na całej linii.
Pisałem już wcześniej, że nie wydaje mi się, żeby Frank potrafił jeszcze coś z tej ekipy wykrzesać. Myślę, że i samemu Holendrowi brakuje już motywacji, żeby jeszcze coś z tą ekipą osiągnąć. Prawdopodobnie brak znaczącego trofeum w klubowej gablocie na koniec tego sezonu będzie oznaczać dla Rijkaarda zakończenie współpracy z drużyną z Camp Nou.

Wróć do „Hiszpania”