Miałem teraz troszkę więcej czasu więc przelałem na kartkę moje lużne przemyślenia, a także napisałem tutaj.
"Z podwórka na stadion"
- Cześć. Jestem Tomek, mam 10 lat i moim marzeniem jest gra zawodowo w piłkę nożną.
Czyż sami nie wypowiadaliśmy podobnych słów bedąc małymi dziećmi?A, owszem bo każdy człowiek w czasach dzieciństwa miał styczność z grą w piłkę. Pamiętacie jak w wakacje budowało się bramkę z kamieni, a kawałek trawy pozwalał na rozegranie meczu między osiedlami?Jak mama z okna wołała na obiad, a sąsiedzi przeganiali z osiedlowych trawników?
Zastosowałem termin"pamiętacie", choć dzisiejsza rzeczywistość nie różni się wcale od lat w których ja zaczynałem swoją przygodę z futbolem.(1994-1995 rok)
Była trzecie klasa podstawówki, wraz z grupką chłopaków zaczęliśmy chodzić na szkolne SKS-y czyli tzw.dodatkowe lekcje Wf-u.To właśnie tam zaczęła się moja przygoda z piłką na przyzwoitym poziomie. Trener szybko mnie zauważył, nie wiem czy miałem predyspozycje do grania czy może moje zaangażowanie było tak duże? W każdym razie zaproponował mi grę w miejscowym klubie. Cieszyłem się straznie, bo przecież zawsze marzyłem, żeby grać w klubie. Z grupką kolegów z osiedla uczęszczaliśmy na treningi.Było ciężko bo godzenie szkoły, grania w klubie i dziecięcych wygłupów nie było wcale łątwą sprawą.Mijały miesiące, tygodnie i powoli większość zaczęła się wykruszać. Zostali tylko Ci którzy z całego serca kochali piłkę i wierzyli, żę mogą coś w niej osiągnąć.
Razem z klubem jeżdziliśmy na turnieje i różnego rodzaju rozgrywki, oczywiście graliśmy też w lidze.(o ile pamiętam była to kategoria"Żaków")
Co tu dużo mówić, byliśmy dobrzy i wygrywaliśmy z większością drużyn tak jak chcieliśmy. Jednak to mobilizowało nas bardziej do tego, aby być jeszcze lepszymi.
Powoli dorastaliśmy, zmieniała się nasza figura, waga, a także spojrzenie na świat.Wielu już wtedy powiedziało " Stop, mam dosyć gry w piłkę , wolę pójść do kina, posiedzieć na komputerze. Ja byłem inny. Stonowany, poukładany, wywodzący się z dobrej rodziny chłopak. Tak bardzo wierzyłem, że mogę dobrze grać i osiągnąć sukces, że ta wizja przesłaniała praktycznie całe moje życie. Pewnego słonecznego dnia, wszystko zaczęło się jakby od nowa. Od trenera dowiedziałem się, że dostałem powołanie do kadry województwa.
Boże-krzyknąłem.
W tym momencie spełniły się moje najskrytsze marzenia.Spełniło się to w co tak bardzo wierzyłem przez kilka ostatnich lat pełnych wyrzeczeń, często opuszczanych zajęć w szkole.
Ale co tam..czego nie poświęci się dla widoku zielonej murawy.Przed pierwszym wyjazdem na mecz kadry czułem się strasznie. W jednym dniu miałem poznać tylu nowych ludzi, i do tego uważałem , że wszyscy grają o wiele lepiej niż ja. Rzeczywistość nie okazała się taka szara. Wśród innych kolegów prezentowałem się bardzo dobrze.Graliśmy mecze, trenowaliśmy , a ja powoli zaczynałem tracić na sile. Już nie było tego dawnego zapału, tej energii, a przedewszystkim tej miłości do socerra.Coś w stylu syndromu wypalenia.
Jak zwykle co trzy miesiące, każdy sportowiec zobowiązany jest do zrobienia badań tzw.karta zdrowia sportowca. Na jednym z takich badań usłyszałem wyrok-poważna wada serca , jednak możliwa do wyleczenia.
Roczna przerwa w treningu będzie nieunikniona- zakończył lekarz.
Wyobraźcie sobie, co wtedy znajdowało się w głowie 14-latka.Przecież rok to wieczność, inni będą przewyższać mnie o klasę. Jednak zebrałem się w sobie i postanowiłem przetrwać jakoś ten trudny okres.Patrzyłem jak inni hasają za piłką, i wiedziałem, że nie mogę zagrać. Po roku wróciłem z nową siłą i wiarą w siebie, jednak już nigdy nie odzyskałem dawnej dyspozycji. Co prawda grałem systematycznie w lidze i turniejach, ale dawna forma nie wracała.Postanowiłem zrezygnować!Nie czułem wtedy jakiejś większej potrzeby grania w futbol.
Dziś minęło już kilka lat od tamtego czasu, i wiem jedno , strasznie żąłuję tamtej decyzji. A patrząc na kolegów którzy wtedy dostawali powołania na kadrę Polski, a dziś stoją pod budką z piwem, czuję jeszcze większy zawód.To była moja największa przegrana szansa w dzieciństwie.
Teraz wiem, że zawsze trzeba walczyć ostatkiem sił w to co się tak bardzo pragnie. Bo świat jest dla ludzi, tylko trzeba z niego odpowiednio korzystać.



