Sorry, ale zginęła garstka ludzi - dla kraju niespecjalnie zasłużonych, posiadających stopnie oficerskie, ale znów nie jakieś "grubeszychy" na wielką skalę - ot, grupka specjalistów lecąca na konferencję.
Bum, spadają z nieba, giną, ok. Niech rodzina smuci się w samotności, ale na litość - fakt zwołania żałoby narodowej to tylko zachęta dla niektórych polityków (często takich, których bardzo szanuję) do wypłakiwania się i rozpaczy przed kamerą - niemalże dostrzec można cebulę za kołnierzem.
Spójrz, jak na całym świecie są zwoływane żałoby - z powodu jakich wydarzeń. Tylko w naszym kraju prezydent ma czelność wprowadzać żałobę przy każdej możliwej okazji, gdy w promieniu kilometra są szczątki >20 Polaków. Pal sześć stopnie oficerskie - pielgrzymów pamiętasz? Też żałoba była i też bez większego powodu organizowana - ot, zginęło sporo Polaków w miejscu, które da się wzrokiem objąć, to Kaczyńskiego smutek ogarnął i żałobę ogłosił.
Nijak ma się to do tragedii narodu jak po zakończeniu powstania warszawskiego, powodzi tysiąclecia, czy śmierci ważnych dla kraju osób - Jana Pawła II czy Piłsudskiego. A przecież właśnie tragedia narodu ma być powodem ogłoszenia żałoby narodowej, a nie śmierć - bądź co bądź - garstki.
Ciekaw jestem, ile takich "żałób" będziemy musieli jeszcze oglądać, zanim któraś gazeta/telewizja/radio pójdzie po rozum do głowy i wyśmieje prezydenta.
Śmierć ludzi to nie okazja do podbicia sondaży wyborczych - to powinien usłyszeć nie tylko Tusk za żenujące wystąpienie przed kamerami, ale również Kaczyński za żenujące ogłoszenie żałoby.



