Wygrana! W jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym, meczu sezonu wygrywamy z Fiorentiną 0:1 na wyjeździe po niezłym meczu.
Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była jak z Liverpoolu wzięta - chrzanić to, że mamy w składzie najlepszego piłkarza świata, Seedorfa o niezłym potencjale, Gilardino będącego ostatnio w formie i paru dobrych piłkarzy - skupiliśmy się tylko i wyłącznie na neutralizacji graczy rywala. Rozumiem taką taktykę w meczu z Barceloną, Chelsea, ManU czy nawet Arsenalem - o ile już Milan musi czuć przed kimś respekt - ale na litość boską to tylko Fiorentina - dobrze grająca, mająca w składzie paru niezłych grajków, ale jednak tylko czwarta (góra) siła Serie A. A my gramy tak, jak Liverpool w Atenach - byle nie stracić, byle nie stracić, obyśmy nic nie stracili, a może oni sobie sami coś wbiją. Tak nie może grać taki zespół, jak Milan, tym bardziej z takim zespołem, jak Fiorentina. Nawet na wyjeździe.
Mieliśmy parę okazji, ale potrzebowalibyśmy masy szczęścia, żeby wpadło. Nie udawało się, zaś Viola wiele razy atakowała, na szczęście bez skutku.
Druga połowa była zupełnie inna - zagraliśmy tak, jak powinniśmy byli, skoro już nie mamy dobrej formy - więcej atakowaliśmy, bardziej się otwarliśmy (popełnialiśmy niestety też MASĘ głupich błędów w obronie, które Viola MUSIAŁA wykorzystać, na szczęście dla nas nie zdołała) i zaczęliśmy strzelać na bramkę rywala, a nie w jego kibiców. Później wszedł Pato za Seedorfa i gra się ożywiła - widać, że Clarence nie ma formy, choć się starał dziś bardziej, niż wcześniej. Pato nie zagrał wielkich zawodów - bramka MISZCZ! - ale wystarczyło to na Fiorentinę, która popełniła parę błędów i dała sobie wbić gola, na którego Milan nie zasługiwał.
Fiorentina była lepsza długo, nawet jak Milan przejął inicjatywę, to była groźniejsza w kontrach, niż my wcześniej. Ale nie zdołała strzelić bramki dzięki jednej osobie:
Kalacowi - to, co Australijczyk wyrabiał w bramce, przechodziło wszelkie pojęcie. Dawno nie widziałem bramkarza w Mediolanie grającego tak efektownie i efektywnie, lepiej od Didy z najlepszych czasów - jeśli Brazylijczyk zostanie, a Kalac po sezonie odejdzie na free transfer (kończy mu się kontrakt), to będzie znaczyć jedno - zarząd totalnie zwariował.
Ale jak dla mnie dziś Kalac rewelacyjnymi interwencjami załatwił sobie kontrakt na dwa-trzy sezony.
Absolutnie gracz meczu, tylko dzięki niemu Milan nie stracił bramki już od ponad trzech spotkań. Dawno nie było takiej serii...



