Widowisko było (na pewno przez pierwsze dwa sety). Urania wreszcie wrzała - przynajmniej przez pierwsze dwa sety (akcje obronne Zagumnego musiały na kibicach ogromne wrażenie), a Olsztyn wreszcie miał determinację do gry. Genialnie funkcjonował olsztyński blok - przynajmniej przez pierwsze dwa sety. Widać było, że Sordyl wreszcie znalazł optymalne zestawienie pierwszej '6' - przez pierwsze dwa sety.
Pierwsze dwa sety... - a potem? A potem Olsztyn systematycznie wracał do jakości gry prezentowanej w sezonie zasadniczym - bez przyjęcia i obrony. Błędem Sordyla było zdjęcie pewnego, solidnego, prezentującego ustabilizowaną formę Ruciaka. Bo chimeryczne ofensywne trio Gelu-Andrae-Tanik razem w '6' to jednak nie jest chyba dobry pomysł. Wszedł Tanik - przestał grać Andrae. Przestał grać Andrae - z miejsca dołączył do niego Szymański (choć on akurat i w pierwszej fazie meczu grał źle).
Kto wygrywa trzeciego seta, wygrywa wszystko.
P.S. Ciekawostka - prawie wszystkie czasy Sordyl poświęcił na rozmowę z Gumą.
Niemniej jednak cieszy to, że w Olsztynie wreszcie była atmosfera.



