spoko panie loczek, nie irytuj sie, chyba nie watpiles ze odpisze.Loczek pisze: I na zakończenie, proszę Panie Zawdi podać argumenty negujące moje!
Loczek pisze:No to rzeczywiście się nie interesujesz Wisłą Kraków. Mało tego, widać nie interesujesz się również rozgrywkami Pucharu Uefa z zespołami polskimi. No nic, przykro mi. Ażeby Ci uzmysłowić: za kadencji Kasperczaka Wisła:zawdi pisze: wiselka sie specjalnie nie interesuje, ale
kasperczak ojciec sukcesow - jakich sukcesow, masz na mysli mecze z norwegami, jak oni mieli walereka?, czy z 3 druzyna ligi gruzinskiej?
15. sierpnia 2002 Puchar UEFA
Glentoran 2:0 Żurawski 74' (k) Dubicki 88'
29. sierpnia 2002 Puchar UEFA :: Glentoran :.. 4:0 Kuźba 19
Kuźba 59
Uche 74
Uche 81
19. września 2002 Puchar UEFA :: NK Primorje :.. Wyjazd 2:0 Uche 12'
Kuźba 55'
3 ździernika 2002 Puchar UEFA :: NK Primorje :.. Dom 6:1 Żurawski (k) 17'
Uche 50'
Jop 55'
Żurawski 73'
Paweł Brożek 74'
Stolarczyk 83'
31. października 2002 Puchar UEFA :: AC Parma :.. Wyjazd 1:2 Żurawski 46'
14. listopada 2002 Puchar UEFA :: AC Parma :.. Dom 4:1 Kosowski 71'
Żurawski 80'
Żurawski 95'
Dubicki 107
28. listopada 2002 Puchar UEFA :: Schalke 04 :.. Dom 1:1 Poulsen (sam) 39'
10. grudnia 2002 Puchar UEFA :: Schalke 04 :.. Wyjazd 4:1 Żurawski 40'
Uche 50'
Żurawski 85'
Kosowski 90'
5. marca 2003 Puchar UEFA :: Lazio :.. Dom 1:2 Kuźba 4'
Panie Zawdi, proszę mi pokazać w ostatnich latach klub i trenera polskiego, ktory tak namieszał w szykach Europy.
wszystko swietnie, panie loczek, ale to jest tylko jeden sezon, akurat do tego sezonu ciezko sie przyczepic, a co powiesz o norwegach i gruzinach, jak wytlumaczysz boskiego kasperczaka?!
chodzi mi o to, ze wedlug mnie ten caly "sukces?" byl zasluga pieniedzy pana C., a to jak swietnym trenerem jest kasperczat, pokazal w meczach z wczesniej wymienionymi druzynami. ciekaw jestem jak by sobie z takim np. groklinem poradzil, jak jest taki swietny. uwazam ze wisla bez kasperczaka czy tez z kasperczakiem osiagnela by przynajmniej to samo, a uwazam tez, ze jakby wisle prowadzil jakis bardziej kompetentny trener, to mielibysmy reprezentanta w LM, panie loczek. a co do kasperczaka przywiazania do pieniedzy: nie mam calkowicie za zle, ze chce swoje, przeciez, pieniadze, to juz wina cupiala, ze byl taki glupi.Loczek pisze:zawdi pisze:on chce tylko kase ktora ma w kontrakcie, wiec chyba stopien przywiazania do kasy. od kiedy kasperczak przejal stery, chyba od kiedy cupial wrzucil kase?
A niby kiedy miał przyjść? Kiedy zakończyła się jego przygoda z afrykańskim zespołem był do wzięcia. Cupiał wyłożył istotnie pieniądze, ale przecież za darmo dzisiaj nawet po twarzy nie dostaniesz. Zabawny jesteś w tym momencie.
bardzo fajnie, ale co to ma do sprawy, panie loczek?! co z tego ze tam syf? pilkarz chce zarobic, ty bys nie chcial? ma juz dosc ligi polskie. z turkami nie jest zle, sa na 3 miejscu w lidze (nieporownywalnie lepszej od polskiej) i moze awansuja do LM, napewno maja wieksze szanse niz wiselka. klub turecki mimo ze jest moze w wielkiej dziurze i tak jest awansem pilkarskim, a finansowym zdecydowanie. bardzo fajnie ze kiedys bylo tak pieknie, ale co z tego?? dzis sa inne czasy, jak sam mowiles:"za darmo to nawet w ryj nie dostaniesz".Loczek pisze:Nie ma co się dziwić? Jak to nie ma? Dla takich jak ty, proponuję przeczytać felieton Pawła Zarzecznego:zawdi pisze: nie ma co sie dziwic ze pilkarze odchodza nawet do slabych lig w nienajmlodszym wieku, te ligi nie maja ich spelniac pilkarsko tylko finansowo, za chwile emerytura, a kase na reszte zycia trzeba miec
16-01-2005-23:39
Chleb i marmolada
Na naszych piłkarzykach polegać można i w środku zimy, zawsze dadzą powody do wesołości. Że Dudek zawalił kolejny mecz, z MU, to normalka. Ale nienormalne jest, że dzwoni do dziennika telewizyjnego i wmawia widzom, że trener jest z tych jego szmat zadowolony. Ciekawe co trzeba w tym Liverpoolu zrobić, żeby zadowolony nie był - kupę na linii bramkowej? No, ale Dudkowi odpuszczam, bo mnie już cokolwiek gościu nudzi. Natomiast nie nudzi mnie jeszcze Kraków ukochany, bo tamtejsza Wisełka ma nowy pomysł - oddać najlepszych zawodników do tureckiego Trabzonu...
Już na pierwszy "słuch" o tym transferze stanęły mi na łbie włosy. Otóż byłem jam ci w Trabzonie (gdziem nie był, czegom nie dokonał - mam to po imć Onufrym Zagłobie, podobnie jak i znaczną tuszę). Powiedzieć o Trabzonie "wiocha" to obraza dla wiochy prawdziwej. Stadion jeszcze jak cię mogę, murowany, parę domów w centrum też, ale już przebudzenia bywają tam koszmarne. Na przykład wygląda człek rano przez okno, a tam stada baranów pędzą od świtu głównymi arteriami. A koło ósmej widać na zabiedzonych ulicach tłumy zakapturzonych dziewczynek, o smutnuch oczach, pędzonych do muzułmańskiej podstawówki - jakież to szczęście, że Maciej Żurawski nie ma córki w wieku szkolnym i w żadnym innym też, podobnie Mirek Szymkowiak! Chłopcy i mężczyźni trabzońscy, zamiast na lekcjach matematyki, przesiadują raczej w licznych herbaciarniach i cały dzień sączą czaj - musi być mocny niemożebnie (jak nasz więzienny), bo trzeba go musowo literkami wody zapijać. Łudziłem się ociupinę, że dla atrakcji wyskoczę choć nad wodę, bliziuteńko, ale tam mnie dopiero zmuliło - błoto po kolana, jakby zderzyły się na plaży przynajmniej trzy tankowce. No, ale przynajmniej poznałem czemuż bajoro to w Trabzonie słusznie zwane jest Morzem Czarnym...
Nie, Boże broń! Da się tam jakoś żyć, mają pyszny chleb z serem, a dolar taki sam jak wszędzie w świecie. Ale jak pomyślę, że taki ma być szczyt marzeń polskiej klubowej piłki i jej gwiazdorów? Czas umierać! Ale z innej beczki - czemu nie ma być bryndzy, skoro za sznurki pociągają u nas dwaj zmyślni menedżerowie, zresztą moi kumple - jeden to mistrz piekarnictwa, a drugi właściciel myjni. Nic nie mam przeciw tym szlachetnym zawodom, ale nie miejmy złudzeń - z taką logistyką daleko tej polskiej piłeczki nie doturlamy.
A skończyła ona właśnie (PZPN) 85 lat! Wiem to, bo zaprosił mnie na obchody mój starszy kolega Kazimierz Górski. Niestety, tylko do szpitala, gdzie znów zmaga sie z chorobą - dzielnie bardzo, ale chwilowo ma zakaz podróżowania. I tenże "Kaz" akurat miał jechać do Krakowa na ważny futbolowy jubileusz. - Co robić? - spytał mnie, swego wieloletniego sekretarza, a ja już miałem gotowy pomysł. Mianowicie napisałem panu Kaziowi długachny wiersz rocznicowy, który pod Wawelem został uroczyście odczytany (ciekawe czy działacze piłkarscy wiedzą jakiemu autorowi co i rusz biją brawo - jam ci jest!). Ale pal licho wiersz, bo rymuję nie lepiej niż Jurek Dudek broni. Ważne to, żeśmy z panem Górskim znów pogadali jaka ta nasza piłka bywała przed wojną, jak to z Brazylią na mistrzostwach świata zrobilismy 4:4 i 5:6 po dogrywce (Kazio wygrał z nimi już po wojnie), jak się za Dziadka Piłsudskiego budowało stadiony i szkoły wychowania fizycznego. I jak ludzie sie szanowali: - U mnie we Lwowie - mówi pan Kazio - w każdej drużynie grał jakiś Niemiec, Rusek, dwóch Żydów, trzech Ukraińców, no i kilkoro Polaków. Wszystko byliśmy koledzy, nam nie potrzeba żadnej Unii było, ani polityki. Ani kasy, bo się zazwyczaj tylko za chleb i marmoladę grało...
Był wieczór, ciemno już za szpitalnym oknem, pan Kazio siegnął po swoją skromną codzienną kolację. Zerkam po co? A to chleb z marmoladą!
I w ułamku sekundy się zadumałem: Pan Kazimierz i polski futbol mają już jakoś tak po 85 lat. Ale od tamtych dawnych dni, aż po dzisiejsze, niby tak wielki postęp w świecie sie dokonał, a u nas nic zupełnie się nie zmieniło.
1919 - 2005. Wciąż to samo w piłce. Chleb i marmolada.
Paweł Zarzeczny


