No i Cristiano oczywiscie musial zrobic z siebie debila i podczas gdy druzyna sie cieszyla on pokutował tonąc we łzach.
Jesli chodzi o mecz, to bylo to spotkani godne finału. W pierwszej polowie wyrazna przewaga Red Devils ale juz druga czesc meczu zdecydowanie pod dyktando Chelsea. Mam takie wrazenie ze gdyby nie ten skurcz Ferdinanda z bodaj 71 minuty to Chelsea rozstrzygnela by to na swoja korzysc bo Manchester ewidentnie zaczynal "siadać".
Go go Gunners!



