Wtedy, co połowa drużyny miała grypę, to był kapitalny mecz w naszym wykonaniu. Najpierw Brown z rogu strzela, potem my cały mecz ciśniemy, ale w końcówce Ruud po wrzutce Becksa chyba strzelił. W ostatniej minucie na osłodę Nedved z wolnego bodajże zdobył bramkę.
Mnie bardziej zabolał rewanż u siebie gdzie Manchester nas zniszczył 3:0 a Giggs tak woził Zambrottę, że chyba nigdy potem nie widziałem tak bezradnego Włocha w jakimkolwiek spotkaniu...



