Tomczak: to była niesprawiedliwa decyzja
Były przewodniczący PZPN-owskiego Wydziału Dyscypliny - w końcu osoba bezkompromisowa, o czym świadczą liczne degradacje klubów ligowych za korupcję - jeszcze niemal tego samego dnia, kiedy związek wyrzucił z ekstraklasy Polonię, zaoferował działaczom niebiesko-czerwonych swoją pomoc. Michał Tomczak głośno mówi bowiem o jawnej niesprawiedliwości w postępowaniu Komisji Odwoławczej ds. Licencji.
- Dlaczego ujął się pan za bytomianami?
- Bo oceniłem, że to, co z nimi zrobiono, jest wysoce niesprawiedliwe w stosunku do rozstrzygnięć czysto sportowych. Skala ewentualnych uchybień, jakich dopuścili się działacze Polonii, jest niewspółmiernie mała w stosunku do konsekwencji, jakie wobec nich orzeczono. Owszem, dokumenty wymagane w procesie licencyjnym złożone zostały przez Polonię po terminie, ale nie był to jedyny tego typu przypadek. Zresztą wyrzucenie klubu z ligi za błąd formalny jest ewenementem.
- Oficjalny komunikat PZPN stwierdza, że raport biegłego rewidenta zawiera zdania o „zagrożeniu finansowej przyszłości klubu”...
- Jako przewodniczący Wydziału Dyscypliny wiele razy stykałem się z przypadkami bieżących i zaległych należności, jakich kluby nie regulowały terminowo wobec innych podmiotów. Polonia nie jest w tej materii jedyna. Zresztą ja mam wgląd w owe dokumenty finansowe bytomian. Na dzień 31 grudnia 2007 roku klub miał wymagalne zobowiązania na poziomie 2,5 mln zł. Mogę podejrzewać, że od tego czasu - w związku z dochodami z meczów organizowanych w rundzie wiosennej, wpływami z Canal+ itp. - w tej chwili ta sytuacja wygląda lepiej. - Działacze używają pojęcia „długów w wysokości 800 tys. zł”... - Do tego trudno mi się odnieść. Natomiast jeśli nawet przyjmiemy owe zobowiązania na poziomie 2,5 mln zł, to gwarantuję panu, że są w lidze kluby, które dostawały licencję mimo podobnych kwot wykazanych w raportach. I - po drugie - owe wymagalne zobowiązania nie uwzględniają majątku klubu. A w tej materii nasza księgowość jest zupełnie nieadekwatna do sytuacji rynkowej. Proszę sobie wyobrazić, że wszyscy piłkarze Polonii - właśnie jako jej majątek - zostali w raporcie wycenieni na 250 tys. zł! Przecież to śmiech warte! I właśnie dlatego stawiam Komisji Odwoławczej ds. Licencji bardzo poważny zarzut: dokumenty finansowe przejrzała bardzo pobieżnie, nie przyjrzała się rzeczywistej sytuacji klubu, nie uwzględniła planowanych wpływów do budżetu. Przecież w nowym sezonie pieniądze z Canal+ będą ponaddwukrotnie większe, niż w obecnym. Przecież Polonia - w przeciwieństwie do ubiegłej rundy jesiennej - w nowym sezonie zarabiać będzie na każdym organizowanym przez siebie spotkaniu ligowym. Wiosną były w Bytomiu mecze, które obserwowało ponad 8 tys. widzów. Nikt w komisji nie zadał sobie trudu, by zbadać sytuację finansową od tej właśnie strony. Krótko mówiąc: mimo oficjalnego komunikatu nikt w komisji tak naprawdę nie wykazał, że rzeczywiście zagrożone są ekonomiczne podstawy dalszego funkcjonowania klubu. Wręcz przeciwnie: dopiero ta decyzja stawia pod znakiem dalszy byt Polonii!
- A co z tym argumentem formalnym, o nieterminowości złożenia dokumentów?
- Niech mnie pan nie rozśmiesza. Być może rzeczywiście klub spóźnił się ze złożeniem dokumentów finansowych, ale też komisja licencyjna w I instancji wyznaczyła Polonii dzień 5 maja jako termin dostarczenia brakujących dokumentów. Bytomianie go nie dotrzymali, więc w owej pierwszej instancji licencji nie dostali. W II instancji jednak wskazanych terminów już dotrzymali. Ja nie podważam faktu, że uchybienia były. Stwierdzam tylko, że wszystkie te powody są niewystarczające, by zanegować wynik sportowy, osiągnięty w rywalizacji na boisku.
- Myśli pan, że sprawę można jeszcze „odkręcić”?
- Ustawa o sporcie kwalifikowanym pozwala klubom składać odwołanie od decyzji licencyjnych do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wiem, że PZPN przed takimi praktykami ostrzega kluby, ale też - do diabła - nie może podważać praw, wynikających z dokumentu o randze ustawy właśnie! A decyzje organów licencyjnych od długiego już czasu są naprawdę słabo uzasadnione merytorycznie.
- Proces sądowy to długie miesiące. Wygrać trzeba przede wszystkim na niwie związkowej. Uda się?
- Związek - jak pokazuje przeszłość - może wszystko. Może więc i naprawić tę skrajnie niesprawiedliwą decyzję.
Jak pokazuje przykład ŁKS-u, po raz kolejny przymknięto oko na wymagania względem stadionu, więc to nie jest kwestia nieprzystosowania do ekstraklasy. No ale wy wiecie lepiej, PZPN po raz kolejny nieomylny, a Polonia ma budżet z trzeciej ligi, to na pewno jest winna.Pierwszym klubem, który nie otrzymał licencji na grę w Ekstraklasie jest Polonia Bytom. Klub z Górnego Śląska wciaż walczy jednak o uzyskanie licencji, tym bardziej, że ma poparcie byłego przewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN Michała Tomczaka. Ten uważa, że równie dobrze PZPN mógł odmówić licencji... Wiśle Kraków.
- Udzielę Polonii pomocy prawnej. Przecież Wiśle Kraków też mógłby PZPN odmówić przyznania licencji. Mistrz Polski ma sto milionów złotych długu wobec pana Bogusława Cupiała - mówi, na łamach "Przeglądu Sportowego" Michał Tomczak.
Ja mogę spokojnie powtórzyć co wcześniej: wstyd i pokazówka, ale najwyraźniej skuteczna, skoro wy się daliście kupić tym pozorowanym ruchem. W epoce Amicolechów, Widzewa, któremu wydało się, że jak zmienił parę literek w nazwie, to nie musi płacić długów, uwalanie klubu za spóźnienie w składaniu papierów... Monty Python by nie wymyślił
Nie przeszkadzajcie sobie: "brawo PZPN" itp.
Na szczęście restrykcje licencyjne zapewniły komfort wszystkim widzom w Pruszkowie.Yukasz pisze:A w piłce na każdym kroku masz wymogi - w każdej lidze, pucharach a gdy ich nie spełniasz szukasz sobie innego stadionu lub nie zostajesz dopuszczony do gry. Inaczej taki Znicz nie musiałby modernizować stadionów a ten jak w III lidze przypominałby stadion X-lecia tyle że w wersji mini gdzie ludzkie odchody czuć w wielu miejscach a ty stoisz podczas meczu bo aby mecz oglądać na siedząco siedziałbyś na gruzach

To nowatorskie rozwiązanie ma być ponoć wykorzystane na nowym Stadionie Narodowym.



