Miałem się ekscytować wielkim finałem, ale tak jak we wcześniejszych fazach po prostu brakło czasu. Zresztą jakoś specjalnie żal mi nie jest z tego powodu, bo szczerze mówiąc oba zespoły, które walczyły w finale są mi obojętne.
Puchar Stanleya ostatecznie wędruje do Detroit i co by nie powiedzieć w pełni zasłużenie. Przez cały sezon grali równo i efektownie i w finale mięli jednak więcej atutów od Pingwinów. Nie jest mi ich szkoda, ale jestem też pełen podziwu dla tego zespołu bo pokazali wielką klasę. W końcówce po prostu już brakło im chyba sił, bo przez większą część play off grę ciągnęło trzech, czterech zawodników.
Sezon więc za nami. Za jakiś czas trzeba będzie skrobnąć jakieś grubsze podsumowanie.



