Pierwsza część tekstu, który mi poleciłeś to raczej wyliczanka sytuacji, gdzie religia stała się przykrywką, swoistą tarczą do negatywnych działań. Autor wymienia tutaj kolejne przypadki. Tylko nie ma moim zdaniem tutaj jakiegoś skonkretyzowanie tego, dowodu że tak jest zawsze. Nie ma dowodu na dysfunkcjonalność religii jako takiej. Pojedyncze przypadki to tylko pojedyncze przypadki.
Jeszcze tytuł tego artykułu - Bronię ateistów. Jak dla mnie tutaj prawdziwe okazało się stwierdzenie, że najlepszą obroną jest atak.
Dla mnie istotą religii jako takiej, jest wskazywanie dobra i zła. Promowanie określonego wzorca moralności. Ty przedstawiasz tezę, odnoście memów. Wszystko fajnie, tylko nawet przyjmując tą teorię za prawdziwą to nadal samo istnienie jakiegoś kościoła, sekty, ruchu wyznaniowego i tym samym promowanych wzorców moralności nie uniemożliwia nam przekazywania wzorców. W przypadku religii ewolucja zachodziła by nie na poziomie poszczególnych jednostek, tylko na poziomie określonych grup społecznych. Jak widać wzorce KK okazały się dobre, bo udało się "opanować świat".
Babel pisze:Skoro mielibyśmy moralnośc dziedziczyć na podstawie tradycji jakiejkolwiek religii to raczej przetrwałaby przez te 2000 lat w niezmienionym stanie.
Nie zgadzam się z takim wnioskiem. Nie chcę się tutaj wikłać w wykładnie czy to Koranu czy Pisma Świętego. Nie jestem od tego ekspertem to jedna kwestia, a druga już późna pora. Jednak założenie, że religia dajmy na to chrześcijańska jest niezmienna jest płonne. Przecież na naukę kościoła nie składa się tylko PŚ, ale też np. nauczanie świętych - np. ojców kościoła. Przecież między Augustynem, a Tomaszem jest przepaść lat. To się zmienia. Co nie oznacza, że zmiana jest dysfunkcjonalna dla religii jako takiej. Całość współgra ze sobą. Religia promuje określone wzorce moralne w ramach członków swojej wspólnoty i poza nią. Dobrze, że to robi, bo umożliwia poznawanie innych dróg postępowania niż te jakie jest sobie w stanie stworzyć w głowie człowiek sam. Taka jest rola religii.



