Ja się zgadzam, że dziecko jest łatwe do indoktrynacji. Tylko twierdzę, że do tej indoktrynacji swojego dziecka święte prawo ma rodzic. Tą indoktrynację nazywa się powszechnie socjalizacją. Chcesz podważać rolę rodziny w socjalizacji? Czym chciałbyś ją zastąpić?Babel pisze:Ono bedzie kiedyś samodzielne i aby przetrwać wiara czy religia nie jest niezbedna.
Widzisz dlatego chciałem, żebyś zdefiniował fundamentalizm to uniknęlibyśmy takich rzeczy. Ja nie zgadzam się z tym co twierdzisz. Fundamentalizm to wykorzystywanie przez politykę określonej religii. Z racji, że to do celów politycznych wykorzystuje się religię, to źródłem fundamentalizmu nie jest religia, a polityka.Babel pisze:Fundamentalizm jak sie patrzy, który swe źrodła ma w religii.
Źle Ci się wydaje.Babel pisze:Wydaje mi się, że główna linia tąpnięć miedzy tymi grupami etnicznym to odmienna wiara.
Babel pisze:4) Zasłanianie konfliktów religijnych, konfliktami etnicznymi - ile ofiar ludzkich! Za mało? O ile za mało?
Dla mnie to Ty chcesz zasłonić konflikty na tle ekonomicznym czy braku dostępu do władzy religią. Religia to jeden z czynników różnicujących etnicznie określone grupy. To nie są wojny religijne. Oderwanie się Słowenii i Chorwacji: powody ekonomiczne - najbogatsze kraje federacji, czynnik ideologiczny - nie zgadzały się na budowę Wielkiej Serbii, BiH to efekt walki o wpływy w tym regionie Chorwacji i Serbii.
Irlandia - oni chcieli zwyczajnie własnego kraju, uniezależnić się od WB i tyle. A że różnią się religijnie to jest kwestia poboczna, w żadnym razie nie główna. Tak jak próbujesz tutaj nam powiedzieć.
Szyici i sunnici - walczą w Iraku, bo jest to kraj niemal upadły. Nie ma silnej władzy centralnej. Sam konflikt to jest konflikt o władzę, a raczej o dostęp do niej. Jedna grupa (w zależności od kraju, poza jednym wyjątkiem o tym zaraz) czuje się dyskryminowana, bo władze sprawuje druga, lub jej przedstawiciel. Próbuje siłą doprowadzić do alternacji władzy. Tyle, nie walczą po to by nawracać.
Wyjątkiem pięknym tutaj jest Liban. Ich system polityczny jest wzorem dla teoretyków demokracji konsensualnej. Tam współpracują ze sobą obie grupy, co jest dowodem, że sam podział religijny nie jest podstawą do walki. Na to muszą nałożyć się czynniki ekonomiczne, polityczne.
Babel pisze:Obopólna korzyść dla polityków i kleru. Jedni "naganiaja" drugim elektorat, drudzy zapewniaja im zza sukienki wsparcie "moralne". Swoja poglady czerpie na tym co dzieje się w Polsce, ale nie sadze aby nie była to ogólnoswiatowa tendencja (z poprawka dla wierzeń w danych krajach). Tyle, że nie kazde państwo posiada rząd, który na tych wazelinowatych oparach jedzie. Dużo zalezy od społeczeństwa czy tak jak u nas od kultu Jana Pawła II. Jestem antyklerykałem więc tutaj trudno o obiektywizm z mojej strony.
Piszesz jakieś ogólniki, o rządzie którzy jedzie na jakiś enigmatycznych wazelinowatych oparach. Konkretne rzeczy.
Inna kwestia, że patrzenie na rolę KK w Polsce musi odnosić się do jego roli w czasie PRLu. Wtedy to księża zbudowali swoją pozycję. Pozycję ugruntowaną w społeczeństwie, nie zaś prawnie. To w Szwecji a nie w Polsce kościół jest państwowy.
Całkowicie odpuszczasz punkt 5. Gdzie moim zdaniem wysuwasz najcięższe zarzuty. Bo o ile wojna to stan przejściowy, rola kobiety "dotyczy" ponad połowy ludzkości, ale nie całej, to każdy z nas żyje w państwie. Permanentnie jesteśmy jego częścią (wg definicji Jelinka),
Babel pisze:siódmy to moge na Twoje pytanie odpowiedzieć: tak, chodzi mi o to co pisze Dawkins.
To co w tym artykule, który przeczytałem to zaatakował celnie Franz więc wyważać otwartych drzwi nie będę. Natomiast co do reszty jego zarzutów to są one mi nie znane. Więc są dwie opcje, albo rzucisz konkretami - np. z Polski, albo będziemy musieli poczekać, aż znajdę czas na lekturę całej książki (ale to dopiero w po sesji).



