Wszyscy moi faworyci i faworytki (tzn. ulubieni tenisiści i tenisistki) prócz Czakwetadze już polegli - Davidienko, Roddick i dzisiaj na domiar złego Ivanovic. Całe moje nadzieje pozostały w Czakwetadze, choć po tym co ona pokazuje w tym sezonie, to raczej nie wróżę jej sukcesu w Londynie.
W ogóle jakiś dziwny ten Wimbledon. Djokovic odpadł, Blake też, Szarapowa już w domu, a dzisiaj jeszcze ubiegłoroczna finalistka Bartoli poleciała. Całe szczęście, że chociaż Safin jako tako poziom trzyma i gra nadal
Co do Agnieszki, to jak widać forma dobra jest. Teraz czas na mecz ze Kuzniecową, która żadnym tytanem na kortach trawiastych nie jest i nigdy nie była, więc są spore szanse, że uda sie Rosjankę pokonać. W ogóle wszystko sie jakoś tak dziwnie toczy, że finał jest bardzo realny dla Polki.



