Twierdzi Pan, że transfer do Ajaksu to wymysł dziennikarzy. Jednak podczas jednego z treningów zażartował Pan, że jak już będzie piłkarzem drużyny z Amsterdamu, to zatrudni Dicksona Choto. W charakterze prywatnego kierowcy.
To tylko takie żarty, bo w prasie najwięcej mówiło się właśnie o transferze do Ajaksu. Przyznaję, że do mojego menedżera wpłynęły pewne oferty. Przeanalizowaliśmy je, ale nawet nie przedstawialiśmy ich Legii. Wszystko dlatego, że kwoty, jakie zaoferowano, były zbyt małe. Na pewno nie usatysfakcjonowałyby działaczy Legii. Nie ma więc tematu.
Działacze Legii wycenili ponoć Pana na 9 mln euro. Trener Jan Urban w rozmowie z "Polską" stwierdził, że jest Pan wart 5 mln. A na ile sam się Pan wycenia?
Oj, proszę wybaczyć, ale po pierwsze - nie wypada mi siebie oceniać, a po drugie - naprawdę nie wiem. Najprościej byłoby powiedzieć, że piłkarz jest wart tyle, ile chcą za niego zapłacić. Na pewno po dobrym występie w mistrzostwach Europy moja wartość znacznie wzrosła. Ale żeby od razu 9 milionów? Nie, to niemożliwe. Nie uwierzę, że działacze Legii wyznaczyli za mnie taką kwotę. Przecież tyle nie zapłaci żaden klub. Zwłaszcza że do końca kontraktu z Legią pozostało półtora roku. Po tym okresie mógłbym odejść za darmo.
Z tego, co Pan mówi, wynika, że jednak chciałby Pan odejść.
Nigdy nie ukrywałem, że moim marzeniem jest gra w dobrym, zachodnim klubie. Na pewno przeżywam obecnie bardzo dobry moment w swojej karierze. Zawsze mówiłem, że jeśli pojawi się dobra oferta, która będzie satysfakcjonowała zarówno mnie, jak i klub - odejdę. Przyszłość należy do Boga. Wierzę jednak, że moje marzenie kiedyś się spełni. Jeśli nie stanie się to teraz, to mam nadzieję, że w przyszłości. Zresztą nie ma w tym nic dziwnego. Każdy piłkarz chce grać w coraz lepszym klubie.
Na koniec tradycyjne pytanie: jak postępy w nauce polskiego hymnu?
Często jestem o to pytany. Wiele osób wymaga od mnie, żebym w końcu nauczył się Mazurka Dąbrowskiego. Przyznaję, że nie ćwiczę codziennie, ale od czasu do czasu zdarza mi się usiąść i trenować. Ciekaw jednak jestem, co by było, gdyby wybrać dziesięciu przypadkowych Polaków i przepytać ze znajomości hymnu. Założę się, że większość z nich całości by nie przytoczyła. Nie rozumiem więc, skąd takie rygorystyczne wymagania wobec mnie. Gdy nauczę się całego hymnu, na pewno od razu się tym pochwalę. Hymn brazylijski znam, więc i polski opanuję.
Mirosław Trzeciak marżę narzucił?



