McSuchy pisze:zwyczajnie nie chciał wracać.
McSuchy pisze:i wielokrotnie w wywiadach podkreślał że chce zostać w Portugalii, gdzie zdążył się już zadomowić.
Podziękował, bo klub poszedł mu na rękę. Nie poszedłby, gdyby nie traktował Grimiego jako trzeciego obrońcę lewego.McSuchy pisze:za co sam zainteresowany bardzo ciepło podziękował działaczom
Bo tylko z powodu numeru trzeciego na tej pozycji Grimi chciał odejść. Uświadomił sobie, że z Jankulovskim od razu walki nie wygra, a za Favallim jest w kolejności ze względu na kolesiostwo, więc chciał odejść.
Chciał zostać, ale tylko z gwarancjami na grę w Milanie. Gwarancji takiej nie dostał, dostał ją za to Favalli przy podpisywaniu nowego kontraktu - nie ma się co Argentyńczykowi więc dziwić, że rzucił w cholerę klub, który potraktował go jak beztalencie, stawiając go w kolejności za żenującym Favallim tylko ze względu na znajomości tego drugiego.
Nie ma tak dobrze, Ancelotti już kombinuje, gdzie tu zmieścić Favalliego. I proszę, zamiast utalentowanego Darmiana, nazywanego też czasem drugim Maldinim (!), wychowanka klubu, na środku obrony w sparingu (prestiżowym, ale sparingu!) gra Favalli. Na siłę tam wciśnięty.McSuchy pisze:myślę więc że ilość minut Giuseppe spadnie na korzyść tego pierwszego
To nie są dziwne wykładniki. Krytykuje się jednego piłkarza za coś, co symbolizuje sobą również drugi piłkarz. Porównanie więc casusu Favalliego do Brocchiego jest jak najbardziej na miejscu - gdybym miał się posługiwać językiem młodzieży, to powiedziałbym, że najwyraźniej obaj robią laski trenerowi po treningach i tylko dlatego są nadal w kadrze.McSuchy pisze: I właśnie mnie takie podejście nie odpowiada, sytuację każdego zawodnika wolę rozpatrywać indywidualnie, nie łącząc ich jakimiś dziwnymi wykładnikami.
Mówiąc grzeczniej - kolesiostwo. Nic więcej.
Bo kryteriami sportowymi nijak nie udowodnisz, że Gourcuff, Grimi czy nawet Digao są lepszymi piłkarzami od Favalliego (w przypadku Brazylijczyka chodzi mi o testowanie Favalliego na OŚ). A jednak każdy z nich musiał odejść z klubu, a zamiast tego na ich pozycjach trzyma się piłkarzy kompletnie bezwartościowych.
Zrozumiałbym, gdyby tyle szans po błędach dostawał wspomniany Kaka czy Maldini. Nawet Brocchiemu należała się szansa odkupienia win jako wychowankowi - tyle że lata temu, od tego czasu każdy mecz jest jego błędem. Favalli po poprzednim sezonie powinien był z klubu wylecieć na zbity pysk, a nie dostać jeszcze rok kontraktu i ciepłej posadki.
Jak to możliwe, że z takiej Barcelony taki Bonano czy Recber wylatuje po błędach, Barcelona żegna bez żalu Deco czy Ronaldinho po serii katastrofalnych występów, a w Milanie wiecznie daje się nieudacznikom drugą szansę. To zabija zdrową rywalizację.



