Re: Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Wilmore
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8191
Rejestracja: 09 sty 2008, 0:42
Reputacja: 108
Lokalizacja: Niepołomice

Re: Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Wilmore » 04 wrz 2008, 22:52

rkoeman, sądziłem, że więcej wiesz o piłce.
Każdy, kto zna się dobrze na piłce i widzi w niej trochę więcej niż "ŁAŁ, on zrobił ruletkę/uderzył z woleja" powie Ci, że Zidane to był piłkarz wybitny, jakiego Francja i cały świat nie będzie miała jeszcze dłuższy czas. I nic mnie nie obchodzi, że był brutalem/przestępcą - Maradona też, a jest uważany za wielkiego. Zidane to Maradona naszych czasów, być może trudniejszych niż czasy Maradony, a przecież Zidane był uważany za największego.
Pomijając opinię większości, którą zaraz sprowadzisz do wiary w chwyty Pereza: dla drużyny grającej jak Francja AD 1998 Zidane był superważny - nie przesadzę, jeśli powiem, że pewne rozwiązania taktyczne opisuje się na przykładach roli Zidana i perfekcyjnego wykonania zadań boiskowych przez niego.
Maradona z tej perspektywy to tylko genialny technik, który robił różnicę, ale jako przywódca boiskowy zespołu X nie zbliżył się do poziomu Zidana - to piłkarz bezsprzecznie wielki, ale jednak zupełnie inny.
Rozgrywającego jak Zidane nie było i pewnie długo nie będzie. Kreatora gry z takim przeglądem pola, umiejętnościami defensywnymi (pamiętam jego walkę w parterze w 2006 roku, kiedy on mógł przecież stać i pierdzieć, a nikt by go nie skrytykował) niezwykle zaawansowanymi w porównaniu do innych piłkarzy na jego pozycji, doskonałą kontrolą piłki, zarówno na krótkim i dalszym dystansie. Pomijając to wszystko to był przywódca zespołu z prawdziwego zdarzenia, nie tylko zdolny - jak Maradona np. - przejść dwóch rywali i zdobyć bramkę - ale też zdolny opieprzyć kolegów, podnieść ich na duchu, zarysować taktyczne rozwiązania akcji tak, by były naprawdę skuteczne - po prostu prowadzić zespół jak grający trener. Francja Domenecha, który trenerem seniorów jest po prostu miernym, to była tak naprawdę Francja Zidane'a. Od 2000 roku KAŻDY mecz Francji z Zinedinem to był mecz dość podobny - Zidane zawsze rozgrywał akcję dość podobnie, miał charakterystyczny sposób prowadzenia gry zespołu, i niezależnie, czy trenowałby go Mourinho, Ancelotti, Rijkaard, Ferguson czy Górski, to wyglądałoby to tak samo - on na boisku po prostu wiedział, co zrobić.
Natchnienie, iskra boska czy geniusz taktyczny - nazwij to jak chcesz. Ale on dla drużyny zrobił wiele takich rajdów, jak Maradona w 1990 roku, tyle że te rajdy wyglądały trochę inaczej - tam posłał piłkarza z piłką, tamtego wyprowadził na pozycję krótką piłką, przewodził ekipie.
Stwierdzenia, że nie był lepszy od Bergkampa klasyfikuję jako efekt nienawiści. Zaraz mi tu powiesz, że Sheva był gorszy od Bojana teraz, czy że Kaka to gorsza wersja jakiegoś Jirsaka... Holender był znacząco słabszy od Zidana.
A Zinedine po prostu do ligi hiszpańskiej nie pasował i wiele w niej nie osiągnął - w przeciwieństwie do Laudrupa, co nie zmienia faktu, że był od niego lepszy. Sheva też wiele nie osiągnął w lidze angielskiej, a jednak uważam go za "trochę" lepszego piłkarza od takiego Keane'a.

Wróć do „Hiszpania”