KUWA, nigdy nie zrozumiem, jak można tak co roku pisać.rbortniczuk pisze:Były sytuacje, można było to wygrać, jak co roku szczęście było po stronie rywala.
Vaalarenga miała szczęście, my nie.
Tbilisi też.
Blackburn było 100 razy gorsze, ale to cholerne szczęście...
A dziś Tottenham.
Litości. Tym gwiazdkom brakuje psychologa, kogoś, kto wydobędzie z nich rezerwy - Tottenham kontrolował mecz od samego początku, co prawda pozwalali Wiśle na wiele, ale co z tego, skoro w ofensywie Wisła była totalnie bezradna. Anglicy mieli kilka niegroźnych okazji i strzelili jedną bramkę, choć wcale nie musieli - Wisła miała kilka takich sytuacji, a strzeliła też jedną, zresztą jak to zwykle bywa - w najmniej klarownej sytuacji.
Co tu dużo gadać - beznadziejny Tottenham rozjechał Wisłę tylko dlatego, że tym drugim było strasznie ciężko grać pod presją - w Londynie mogli zrobić wszystko, przegrać 0:4 i wygrać, a i tak byłoby to niewielkie zaskoczenie. Tymczasem w Krakowie już musieli byli wygrać i jest efekt - mokre spodnie jeszcze przed meczem.
To nie jest przypadek, że jedyną naprawdę dobrze grającą drużyną jest ekipa, w której trenerem jest mistrz psychologii piłkarskiej.



