Jak dla mnie to zarówno kartka dla Kolumbijczyka i jak i Ruuda nie były konieczne. Zwłaszcza ta dla Holendra, bo Perea może i zrobił o celowo. A Van Nistelrooy może i się spóźnił. Ale nie wydaje mi się, żeby jego zamiarem było zrobienie krzywdy przeciwnikowi, który notabene musiał po tym starciu zrobić trzy fikołki, mimo że nogi Ruuda zahaczył naprawdę bardzo delikatnie.
Sam mecz dosyć ciekawy. Warto było poświęcić nawet większość Grand Prix, które odbywało się w pewnym pięknym mieście.
Początek genialny dla Realu. Później ataki z obu stron. I w końcu gol już pod koniec drugiej połowy po pięknym uderzeniu Simao. Ciekawe co by było, gdyby to jednak Heitinga się uparł, że będzie strzelał. I na zupełny koniec totalna głupota wspomnianego przed chwilą holenderskiego obrońcy, którzy nie wiadomo zupełnie po co wystawił nogę za Drenthe.



