Dla opisywania postawy Czinjamy (hehe) nie mam słów, siły, chęci itd. jeszcze wczoraj chciałem punkt po punkcie krytykować tą całą bandę gwiazdorów, ale szkoda klawiatury, inni zrobili to za mnie.Yukasz pisze:Tego całego Teksiu (czy jak mu tam) oddać na półkę do Pewexiu
Takesure Chinyama
Drugi główny winowajca słabej gry LegiiŻW pisze:Po jego zagraniach kibice czasem wiwatują, ale znacznie częściej złorzeczą. Ile naprawdę znaczy dla Legii napastnik z Zimbabwe i jaką ponosi winę za porażki? Niestety dużą...
Czy można mieć do niego pretensje, skoro to najlepszy strzelec Legii w obecnych rozgrywkach? – pyta wielu kibiców, biorąc w obronę Takesure’a Chinyamę. Inni pukają się w czoło i zastanawiają się, ilu on potrzebuje sytuacji, by wreszcie zdobyć gola. Sytuacja przypomina tę, w jakiej był przy Łazienkowskiej jeden z najbardziej kontrowersyjnych napastników – Piotr Włodarczyk.
Największe pretensje do Chinyamy pojawiają się po meczach z mocnymi rywalami. Tym legionista nie potrafi strzelać goli. W ubiegłym sezonie ani razu nie pokonał bramkarzy Wisły i Lecha. Teraz nie jest lepiej. Mecz w Poznaniu (0:0) zaczął czarną serię wyjazdowych spotkań Legii. W czterech ostatnich grach poza stolicą podopieczni Jana Urbana nie tylko ani razu nie wygrali, ale nawet nie zdobyli gola! Przy Bułgarskiej Chinyama zagrał fatalnie. Strzelał z każdej pozycji, nie podawał lepiej ustawionym kolegom.
– Liczymy na niego, bo w każdej chwili może zaskoczyć jakąś niesamowitą akcją czy zaskakującym strzałem – stara się bronić podopiecznego Urban.
Tyle że w kolejnych meczach wcale nie było lepiej. Owszem, Wiśle strzelił gola, ale tylko wykończył kapitalną akcję Jakuba Wawrzyniaka i Bartłomieja Grzelaka strzałem z kilku metrów. Lechii Gdańsk wbił dwa gole przy Łazienkowskiej, ale i bez tego Legia wygrałaby. Tymczasem w meczach wyjazdowych z ŁKS, Polonią Bytom i wtorkowym w Bełchatowie Chinyama zawodził.
W Łodzi grał słabo, ale naprawdę rozwścieczył fanów dopiero zachowaniem w Bytomiu. W samej końcówce meczu, przy stanie 0:1, Maciej Iwański wykonywał rzut wolny. Uderzył na bramkę, tymczasem "Chini" przeciął tor lotu piłki, wybijając ją za bramkę. A to byłby gol!
W Bełchatowie Urban był wściekły na swego napastnika, widząc jego grę w pierwszej połowie (Chinyama wlókł się po boisku, jakby nie wiedział, co ma robić). Trener ciągle krzyczał na niego z ławki, zapewne swoje dołożył w szatni w przerwie. Pomogło? Nie do końca. Takesure w drugiej połowie niby grał trochę lepiej, ale tylko do 82. minuty. Wtedy to skompromitował się ostatecznie. Stał pięć metrów od bramki, gdy dostał przypadkowe podanie od przeciwnika. Miał mnóstwo czasu, ale uderzył prosto w bramkarza. Tak uciekł Legii kolejny punkt. Oby przez bezmyślność Chinyamy nie zabrakło go na koniec sezonu...
Roger Guerreiro (wśród subkultury obecnych prezydentów Polski znany też jako: Roker Pereiro)
Albo Roger i Takesure natychmiast wezmą się do roboty i szukania formy, albo od meczu ze Śląskiem Wrocław ława ich czeka. Zobaczymy czy Urban coś wymyśli, jedno jest pewne ze Śląskiem tylko 3 punkty się liczą każdy inny wynik = porażka, wtedy będzie… niczego nie będzie.Dzienkikos Brazylejos pisze:Najsłabszym piłkarzem Legii w meczu w Bełchatowie był Roger Guerreiro. W przypadku sportowca o takim potencjalne jest to poważne oskarżenie, ale poparte szczegółową analizą jego zachowania na boisku. Reprezentant Polski przeszedł obok meczu, nie pomagając drużynie ani w ofensywie, ani w defensywie. Przez długie minuty najdroższy piłkarz Legii znikał z pola widzenia, będąc biernym obserwatorem starań Macieja Iwańskiego, a zwłaszcza Aleksandara Vukovicia.
Nie bronił
Roger zanotował jeden odbiór piłki (56. minuta). Tak się tym przejął, że do 70. minuty nie zrobił nic pozytywnego. W tym czasie, w 61. minucie, został wprost ośmieszony przez Janusza Gola, który jednym zwodem minął go niczym ekspres stojącą na bocznicy lokomotywę. W 72. minucie raczył przeszkodzić temu zawodnikowi w rozegraniu, ale siedem minut później spokojnie patrzył, co zrobi Łukasz Garguła tuż przed polem karnym Legii. Tak samo zachowywał się w pierwszej połowie: w 26. minucie (odpuścił Golowi), 34. minucie (nie przeszkadzał Rachwałowi w dośrodkowaniu), 43. minucie (nie podbiegł do Garguły, który pojawił się w jego pobliżu w narożniku pola karnego). W całym meczu poza faulem w 21. minucie (po własnej stracie) nie miał żadnego ostrego wejścia. Nie wywierał presji na przeciwniku (wyjątki: 19. i 32. minuta). Po prostu nie sprawiał wrażenia, że zależy mu na wyniku.
Nie kreował
Już w 11. minucie komentujący to spotkanie Tomasz Wieszczycki zauważył, że "Roger się chowa". Nic dziwnego, bo do tego momentu Roger dwa razy kopnął piłkę. Tak było do końca. Słabo grał Takesure Chinyama, podobnie Edson i Miroslav Radović, ale ci piłkarze przynajmniej podejmowali walkę. Roger poza krótkimi zrywami pozostawał poza grą.
Przykłady? W 22. minucie Edson jest podwajany, ale truchtający w pobliżu Roger obserwuje przyjaciela zamiast pokazać się do gry. W 33. minucie Iwański chce z nim rozegrać z klepki w polu karnym, ale Roger nie rusza do piłki. W 46. minucie piłkę ma Aleksnadar Vuković, szuka Rogera, ale ten jest przyczajony za jego plecami. W 52. minucie Iwański z Vukoviciem starają się przechwycić piłkę w pobliżu pola karnego Bełchatowa. Roger nie reaguje, czym wywołuje irytację "Ajwena".
Współpraca Iwańskiego z Rogerem to wielka broń Legii. Tymczasem w Bełchatowie tej współpracy nie było. Obaj grali za daleko od siebie, wcale się nie szukali, z małymi wyjątkami. W 11. minucie Roger dostaje piłkę od Iwańskiego, ale klepie do tyłu. W 33. minucie, jak wcześniej wspomnieliśmy, obaj nie dogadują się w polu karnym. W 39. minucie Roger pokazuje się wreszcie "Ajwenowi" do gry w środku pola. W 52. minucie nie pomaga walczącemu o piłkę koledze. W 74. minucie Iwański wypuszcza go wzdłuż linii bocznej, ale akcja kończy się autem bramkowym. W 75. minucie nasz bohater skacze do piłki bitej przez Iwańskiego z rzutu rożnego. To tyle jeśli chodzi o wspólne granie obydwu legionistów w tym meczu.
W pierwszej połowie Roger jeszcze otrzymywał piłki. Rzadko jednak grał do przodu (11. minuta – klepa do tyłu; 17. minuta – piłka od Rzeźniczaka, klepa do tyłu; 44. minuta – dwie klepy do tyłu). W efekcie w drugiej połowie koledzy częściej go ignorowali niż chcieli z nim grać. Szukali Iwańskiego i Vukovicia. Pozytywne akcje Rogera w ofensywie? 17. minuta – pokazuje się na prawej stronie, dośrodkowuje, ale piłkę wyłapuje Kozik. 18. minuta – w tempo zagrywa do Edsona, biegnie w pole karne, ale nie dostaje piłki. 27. minuta – próbuje zawiązać akcję z prawej strony, ale piłkę traci Radović. 30. minuta – wypuszcza Chinyamę, ale podaje zbyt słabo. 54. minuta – najładniejsza akcja Rogera – wspaniale znajduje Wawrzyniaka, ten dośrodkowuje. 80. minuta – rozgrywa z Vukoviciem, akcja zakończona kiksem Jarzębowskiego, a później Chinyamy. I to tyle, jeśli chodzi o udane zagrania w ofensywie.
Oddał cztery słabe strzały
W statystykach zapisano Rogerowi cztery strzały. Po żadnym z nich bramkarz Bełchatowa nie musiał interweniować. W 45. minucie pomocnik Legii dostaje w polu karnym dobrą piłkę od Radovicia, ale przez nikogo nie atakowany nie trafia w bramkę. Nic dziwnego, skoro składa się do strzału niczym na rozgrzewce, bez wiary w zdolność zatrudnienia Kozika. W 45. minucie do Rogera podaje Edson. Lider Legii ma tym razem asystę obrońcy, uderza nieczysto, pięć metrów od słupka. W 73. minucie oddaje strzał zza pola karnego, ale nawet gdyby trafił, to Kozik kontrolował lot piłki. Wreszcie w 81. minucie, tuż przed zejściem z boiska, oddaje strzał z 30. metrów, ale zablokowany przez obrońców.
Podsumowanie
Roger to świetny piłkarz, najlepiej wyszkolony w całej polskiej lidze. Wygrał już Legii nie jeden mecz. W piłce nożnej piłkarz jest jednak tak dobry, jak jego ostatni mecz. Roger jest teraz słaby, nie zasługuje na pierwszy skład. Być może przeżywa kryzys fizyczny, a może psychiczny, bo bulwarówki piszą o wyjeździe jego dziewczyny. Nie wnikamy w przyczyny. Do końca sezonu pozostały jeszcze cztery spotkania, ale już teraz możemy stwierdzić, że runda jesienna w wykonaniu Rogera była bardzo słaba. Być może Legia popełniła błąd nie zgadzając się na jego transfer w przerwie letniej, tuż po udanych mistrzostwach Europy, bo to przecież nie liga, ale reprezentacja buduje wartość rynkową polskiego piłkarza.
PS: Rado, Edison i Kumbev też zasługują na baty, ale mi się nie chce po prostu.


