
Do kina szedłem z oczekiwaniami zobaczenia Bonda. Zobaczyłem film akcji, gdzie bohaterowie nazywają się tak jak w Bondzie. Nie ukrywam, że moje patrzenie na świat agenta 007 jest subiektywne. Jestem wielkim fanem tej serii. Widziałem wszystkie Bondy po co najmniej 5 razy (oprócz Casino Royal, które widziałem raz). Znam sceny na pamięć i tak dalej i tak dalej.
Co mnie urzekało w Bondzie? Zawsze była magia, nie musiało być prawdziwie, realnie bo nie o to chodziło. Specyficzny humor Jamesa też robił swoje. Piękne kobiety, stosunek Jamesa do kobiet to był kolejny atut najdłuższej filmowej serii. Gadżety były wisienką na torcie.
Co mamy teraz:
Faceta, który walczy jak terminator. Zwykła toporna siła, sztuki walki i nic, zero błysku. Żadnego pomysłu w tych walkach na ich jakieś spektakularne zakończenie. Sceny walki nie pasujące do Bonda.Ich ilość też jest przerażająca, nie ma w zasadzie miejsca na odpoczynek. Co scena to kończy się walką, oczywiście wygraną przez 007. JB nie przystoi tak walczyć i tyle walczyć. Zdecydowanie przeładowany pod tym względem.
Rozumiem, że po śmierci Q (a raczej po śmierci aktora odgrywającego tą rolę) i w obliczu takiego rozwoju techniki, trudno o to by gadżety wnosiły tyle co kiedyś, ale jak dla mnie absolutny brak gadżetów to kolejny minus.
Bond nie powinien stawać się bardziej realny, to właśnie to przymrużenie oka dawało mu magię. QoS skupia się na osobie Bonda, tylko ja się pytam po co? Dramat obyczajowy to nie będzie nigdy. Nie mam mowy o analizie psychologicznej postaci czy czymś chociaż zbliżonym do tego co dają nam dobre dramaty. Mamy faceta co z zemsty zabija wszystko co się rusza i nic ponad to.
Jeśli chodzi o humor to pamiętam, że ze 3-4 razy coś im tam wyszło. Jednak z racji, że nie pamiętam o co dokładnie chodziło to nie był to Everest. (już wiem, jak wynosi omdlałą dziewczynę z łodzi i stwierdza, że ma chorobę morską). Bez tego humoru nie ma prawdziwego Bonda.
Dziewczyny w tym filmie też delikatnie mówić nie zachwycają. Będę brutalny, ale jak można być dziewczyną Bonda (mienić się takim mianem) i nawet się z nim nie przespać? No nie można. Jedyna scena miłosna, jest w środku filmu w dodatku ni z gruchy ni z pietruchy. QoS nie kończy się sceną jak Bond oddaje się uciechom cielesnym, kolejne odejście od schematu, jak dla mnie nieudane.
Ocena
jako Bond 3/10
jako film akcji 6/10



