I nic nie wpadło. Mecz w sumie wyrównany, bo o ile w pierwszej połowie graliśmy lepiej, o tyle w drugiej części nieco lepsze wrażenie sprawiali The Villans. Najlepsza sytuacja w meczu, to ta, którą zmarnował Rooney. Takie akcje muszą kończyć się golami, szczególnie, że najwięksi rywale zagrali dla nas i solidarnie swoich meczów nie wygrali (ba, nie strzelili gola). Pozostaje niedosyt, ale nie ma co się załamywać, AV grają w tym sezonie dobrze, a my jesteśmy zespołem, z którym od dawna nie wygrali (bodajże 13 lat). Remis na wyjeździe z takim rywalem, to nie powód do wstydu, ale trzeba poprawić grę na wyjazdach, bo to w naszym wykonaniu nie najlepiej wygląda, nawet pomimo tego, że graliśmy już wszystkie mecze na szczycie na wyjazdach).
PS.
Pomimo braku goli, widowisko nie było nużące, całkiem fajnie się ten mecz oglądało.



