Dokładnie, mam kolegę, który chodził ze mną przez jakieś 2 miesiące na siłownię. Ćwiczy już z jakieś 2 lata, ale ile było przerw to hohoh. Na moją pakernie miał daleko, a siłownie w piwnicy na jego osiedlu nie wiem jakim cudem pojawiały się i znikały jak szalone - przez miesiąc były, a potem zaś nie było. Więc wiele przez ten czas nie osiągnął i postanowił to zmienić. Kupił sobie sprzętu do domu za ładną sumkę i pomyślałem, że w końcu się weźmie na to za serio, ale niestety ćwiczy w kratkę. Po prostu jak nie ma siły, jest zmęczony po szkole to sobie odpuszcza, a kiedy chodzisz na normalną siłkę to co by się nie działo to wręcz na nią biegniesz! Dlaczego tak jest? Bo siłownia to dla mnie magiczne miejsce. Te słowa brzmią, jakby siłka była dla mnie całym światem, a tak nie jest. Chodzi po prostu o to, że uczęszczanie na nią jest niebywałą przyjemnością, można odpocząć psychicznie, wyżyć się, porozmawiać z innymi ludźmi, aż w końcu dać z siebie wszystko! Po szkole przedtreningowy posiłek, odczekuję i biegiem na siłownię! Motywacja jest przeogromna, a nie wiem czy aż tak byłbym wytrwały ćwicząc w domu.Nigdy bym nie kupił sobie sprzętu do domu. Dla mnie siłownia to nie tylko miejsce gdzie rozwijam ciało, ale tam odpoczywam. Tam sobie w spokoju mogę pomyśleć, odpocząć.
Przykład kolegi nie jest wyjątkiem, bo znam wiele osób posiadających własny sprzęt w domu, a trenują zwyczajnie jak im się tylko chce (czyt. rzadko...).



