Re: Liverpool (zbiorczy)

Awatar użytkownika
fieldy
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 47769
Rejestracja: 11 kwie 2005, 18:13
Reputacja: 2090

Re: Liverpool (zbiorczy)

Post autor: fieldy » 23 gru 2008, 18:46

Mentor pisze:Daj spokój. Niczego takiego nie napisałem. Zresztą oglądałem tylko drugą połowę tego spotkania i nie dysponuję wystarczającą wiedzą, aby dyskutować o jego przebiegu. Interesują mnie inne kwestie. Bardziej uniwersalne, że tak powiem
ja ci nic nie zarzucam, chciałem tylko wybadać twoje zdanie na ten temat ;)
Mentor pisze:Możesz wyjaśnić co oznacza zestawienie 'realna szansa' oraz czy mamy jeszcze jakieś inne rodzaje szans? W szczególności ciekaw jestem czy istnieje coś takiego jak 'nierealna szansa'.
czepiasz się słówek :P realna szansa, czyli duża.
Możesz nie uznawać, ale czy nigdy się nie spotkałeś z takim pojęciem [realna szansa] ?
Mentor pisze:Z tym się zgodzić nie mogę. Szczególnie chodzi mi o wyboldowany fragment. Naprawdę muszę tłumaczyć, że do strzelenia bramki wystarczy jedna akcja czy jeden stały fragment gry a takową akcję czy stały fragment można rozegrać/uzyskać nawet bez udziału jednego piłkarza? Jasne, że szanse maleją, ale nie znikają. Jeżeli chcesz mnie przekonać, że jest inaczej to przygotuj solidne argumenty bo dla mnie podkreślony fragment to nic innego jak oczywistość.
Specjalnie to nie chce mi się ciebie do niczego przekonywać, ale odpowiem - co mi zależy.
Sam zaznaczyłem [może nie na początku, ale później ;)] że szanse nie spadły do zera, ale blisko. Przyznasz, że w obecnej sytuacji kadrowej, gdzie jedni są połamani, a inni są świeżo po kontuzji [o formie już nie mówię] + kontuzja Cesca + strata Ade [absolutnie kluczowy gracz] co dodatkowo nas osłabiło - bo Liverpool miał gracza więcej - te szanse na 3 pkt były raczej nikłe. Należy pamiętać z kim graliśmy.
Mentor pisze:Na to wszystko stać przykładowego Holendra o nazwisku van Persie. Wydaje mi się, że mniej więcej tak wyglądał pierwszy gol czyż nie?
widać, że 1 połowy nie oglądałeś :P tam jeszcze kapitalne podanie zaliczył Nasri :)
A bardziej poważnie - jak mówię, należy wziąć pod uwagę okoliczności, czyli z kim graliśmy i jaka jest nasza obecna sytuacja. To nie jest bez znaczenia moim zdaniem. Co innego gdybyśmy grali z jakimiś ogórkami - wtedy jedna akcja 2, czy 3 graczy może przynieść efekt w postaci gola, w meczu z Liverpoolem, który potrafi się bronić jak mało kto - jest to już trudniejsze. Także nie wiemy jak zareagowali piłkarze, gdy stracili Cesca, a potem [niesłusznie!] Ade. Może nie miało to na nich wpływu, a może byli tak sfrustrowani, że ciężej im się grało. To tylko tak na marginesie, nie ma sensu chyba się tym zajmować, bo i tak nie dojdziemy do ich psychiki :D
Mentor pisze:Moim zdaniem Arsenal nie zdołał wygrać tego meczu z kilku powodów. Między innymi kontuzji (nie tylko tej Fabregasa bo przecież od początku graliście osłabieni brakiem ważnych piłkarzy), zbyt słabej gry (ile dogodnych sytuacji stworzyliście sobie do 60 minuty?) oraz błędu sędziego. Sam arbiter wyniku meczu nie wypaczył. Moim zdaniem przynajmniej.
Jasne, zgoda.
Też nie uważam, że winny remisu jest tylko Webb. Po prostu biorąc pod uwagę fakt, że niesłusznie nam wyrzucił gracza - to uważam za kluczowe. Okazji sporo nie mieliśmy, ale Liverpool do 60 minuty też nie miał nie wiadomo ile sytuacji.
Już nie pamiętam dokładnie wszystkiego co się działo. Może jakieś akcje mi wypadły z głowy - Liverpool w 1 połowie wrzucał długie piłki za stoperów, raz im się to udało i wyrównali. Później mieli 1 setkę, po błędzie Gaela, gdzie Kuyt podawał do Gerrarda, a ten nie trafił do siatki. Nie pamiętam więcej okazji dla Liverpoolu w pierwszej połowie.

Reasumując:
Arsenal zdziesiątkowany kontuzjami, inni świeżo po urazach [np. Nasri], kontuzja najlepszego gracza przed przerwą, gramy z liderem i jest szansa na zmniejszenie dystansu w tabeli do 5 pkt [jeszcze niedawno było 10, czy 11 oczek] i gdy był remis, a gra była w miarę wyrównana, sędzia wyrzuca niesłusznie kluczowego gracza [napastnika] - nasze szanse na dobry wynik spadają na łeb na szyję.
Dziwisz się więc, że czyimś zdaniem Webb miał spory udział przy wyniku końcowym ? [czy też kluczowy jeśli wziąć pod uwagę emocje na boisku jakie towarzyszyły tej sytuacji z kartką i nastawienie graczy po wyrzuceniu Ade] ?

Wróć do „Anglia”