W sobotę po meczu Arsenalu naszła mnie konkluzja, że jeszcze dużo im do czołówki brakuje i plany na mistrza muszą schować na przyszły sezon (właściwie to byłem o tym przekonany od paru kolejek, a mecz w tamtym momencie tylko mnie w tym utwierdził), bo mimo korzystnego wyniku gra ich pozostawiał wiele do życzenia - Bolton zagrał tak tragiczny futbol skoncentrowany na obronie, że przegrać tego się nie dało - AFC mecz wygrał i chwała im za to.
Po Arsenalu czekałem na LFC - wiedziałem, że meczyk nie jest łatwy, ale jak najbardziej do wygrania i duża szansa na odskoczenie, któremuś z główncyh rywali rywali - no bo przecież ktoś musi stracić punkty. No, a Oni pokazali. Liverpool zagrał najbardziej siermiężny futbol jakiego nie widziałem w ich wykonaniu przez wiele lat - grali brzydko, niedokładnie, bez polotu, topornie, tracili głupio piłkę ,mieli sytuacji jak na lekarstwo i przede wszystkim grali nieskutecznie, nie chcę ich takich oglądać - niajgorsze jest to, że nic nie zapowiadało takiego słabego meczu, chociaż LFC nigdy nie grał dobrze po dłuższej przerwie i w tym właśnie oraz w kilku zmianach w podstawowym składzie (brak Alonso, Lukas nie mógł sie wbić w rytm meczu, brak Aggera, powrót Aurelio po długiej kontuzji, brak Arbeloy i Kuyt na ataku itd), a także dość konsekwentnej grze Stoke upatrywałbym się przycczyn tak słabego wyniku i gry. NIestety następny mecz też gramy po dość długim postoju ale mam nadzieję, że to był tylko wypadek przy pracy.
Najgorsze jest to, że dzień po klęsce LFC ManU wygrali swój mecz i to niestety w niezłym stylu (bo w końcu wygrana z CFC 3 - 0 to niezły styl - abstrahując od samego pozimu gry) i stają się najgroźniejszym rywalem LFC do tytułu.
Reasumując muszę przywrócić, odebrane przeze mnie już wcześniej, szanse Arsenelowi gdyż przeciwnicy nie graja w tym momencie tak świetnie w piłkę, aby nie dało sie odrobić kilku oczek, no a Aston Villa już tylko pkt za Chelsea - powinszować.



