http://portalwiedzy.onet.pl/4868,31985, ... pisma.htmlDysleksja to mit?
Niedawno członek brytyjskiego parlamentu wywołał oburzenie mówiąc, że dysleksja, z powodu której ludzie mają trudności z czytaniem i pisaniem, to mit. Co doprowadziło go do wybuchu?
Graham Stringer, należący do brytyjskiej Partii Pracy członek parlamentu z okręgu wyborczego Blackley w Manchesterze, zabrnął w te kontrowersje w ubiegłym tygodniu, nazywając dysleksję “okrutną fikcją”. Pisząc w swojej kolumnie w lokalnej gazecie stwierdził, że “już czas, aby wytępić przemysł dysleksji”. Ubolewał też nad faktem, że dyslektycy, którzy zmagają się z czytaniem i pisaniem dostają na zdanie egzaminów szkolnych i uniwersyteckich dodatkowy czas.
“Do szczytu absurdu doszło, kiedy studentka medycyny pozwała do sądu Izbę Lekarską, ponieważ jak sądzi, została dyskryminowana, gdyż kazano jej przystąpić do egzaminów pisemnych” - napisał. “Nie wiem o innych takich osobach, ale chcę, żeby moi lekarze i tak samo inżynierowie, nauczyciele, dentyści i oficerowie policji, umieli czytać i pisać”.
Słowo dysleksja wywodzi się z greki i oznacza “trudności ze słowami”. Brytyjska ustawa Education Act z 1981 roku uznała dysleksję za problemy w nauce.
Uważa się, że kłopoty z nauką przypominające dysleksję mieli Leonardo da Vinci, Albert Einstein i Winston Churchill. Według Dyslexia Action - organizacji pomagającej ludziom cierpiącym na dysleksję, problem ten dotyczy 10 procent populacji Wielkiej Brytanii i 1,2 mln tamtejszych dzieci.
- To szalenie frustrujące, że członek parlamentu opowiada coś takiego – uznaje dyrektor naczelna organizacji, Shirley Cramer. - Wiemy, że mózgi ludzi z dysleksją zwyczajnie inaczej pracują. To całkiem co innego, kiedy dzieciom mówi się: “Nie jesteś głupi, po prostu masz dysleksję” - podkreśla.
Wiele problemów, jedna diagnoza
Kilku uczonych skrytykowało jednak rozpoznawanie dysleksji u coraz większej liczby ludzi. - Przemysł dysleksji rozrasta się bardzo gwałtownie – zwraca uwagę profesor Julian Elliott, psycholog edukacji z Durham University. Po 30 latach badań w terenie oznajmił, że ma dość ograniczone zaufanie do własnej zdolności diagnozowania dysleksji, a nawet jej zdefiniowania.
- Teoria, że co dziesiąta osoba ma dysleksję jest nonsensem. Ale mówimy tu o wielu problemach, które stają się coraz bardziej powszechne – dodaje.
Co roku na pomoc dzieciom z tą przypadłością brytyjski rząd wydaje niemal 80 mln funtów. Stringer poparł wykorzystanie w szkołach systemu, w którym dzieci uczy się 43 dźwięków języka angielskiego oraz tego, jak je ze sobą łączyć.
Według rady ds. kwalifikacji i programów nauczania, Qualifications and Curriculum Authority, niemal 70 tysięcy brytyjskich uczniów dostało dodatkowy czas (wydłużony nawet o jedną czwartą) na to, by w 2007 roku ukończyć zdawany w wieku 16 lat egzamin GCSE oraz A-level (odpowiednik polskiej matury – przyp.Onet.pl). Liczba próśb o ten dodatkowy czas wzrosła o 34 procent. Pojawiają się też doniesienia, że część rodziców zapisuje się na prywatne wizyty lekarskie, aby u ich dzieci stwierdzono dysleksję.
John Stein, profesor neurofizjologii na Oxford University i przewodniczący Dyslexia Research Trust za “skandal” uznał fakt, że tak wielu uczniów państwowych szkół walczy o rozpoznanie u nich problemów z nauką.
- W zasadzie ten członek parlamentu wygaduje głupoty – mówi. - Jest to jednak oskarżenie całego naszego systemu edukacji, że przechodzi przez niego tak wielu ludzi nie umiejąc nawet czytać.
je!ac dysmózgowie



