http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,620 ... okach.html
A teraz już zupełnie na serio:Jak stworzyć wielki zespół w dziesięciu prostych krokach
Barcelona w weekend zemściła się na Numancii - jedynej drużynie, jaka w lidze miała czelność ją pokonać. Było to w pierwszej kolejce. Od tego czasu Barca tylko dwukrotnie w lidze zremisowała, strzeliła 63 gole, straciła zaledwie 14. Pamiętając zeszłosezonową ekipę zmęczonych sobą i całym światem człapaczy można się zastanawiać, co się stało. To proste, drogi Watsonie.
1. Sprzedaj największą gwiazdę
Ronaldinho był symbolem Barcelony, która mistrzostwo Hiszpanii odzyskała po sześciu latach, a Ligę Mistrzów wygrała po czternastu - po raz drugi w historii. Potem jednak wszystko się popsuło - traktowany w Barcelonie jak święta krowa Brazylijczyk rzeczywiście się nią poczuł i wszyscy widzieliśmy jak się skończyło. Lekceważenie lub wręcz opuszczanie treningów, nocne Brazylijczyków eskapady, kłótnie z kolegami z drużyny. Pozbycie się go było krokiem ryzykownym, bo Ronaldinho nadal potrafił od czasu do czasu zachwycić, ale jednocześnie niezbędnym do przywrócenia równowagi w drużynie. Niby oczywistość, a przypomnijmy sobie, ile czasu Real woził się z Ronaldo czy sama Barcelona z Rivaldo. Tymczasem Barcelona wiele nie myśląc, raz, dwa wcisnęła swojego gwiazdora Milanowi, co zresztą wszystkim wyszło na dobre. Czy można było lepiej zaznaczyć, że idzie nowe?
2. W jej miejsce kup prawego obrońcę
Jeśli spojrzeć w podstawowy skład Barcelony, to pojawiło się w nim półtora nowego zawodnika. Pomijając zmieniającego się na środku obrony z Carlesem Puyolem i Rafaelem Marquezem Gerarda Pique, jedynym naprawdę nowym zawodnikiem jest Dani Alves. Prawy obrońca, za którego Barca zapłaciła 30 mln euro. Słysząc cenę Sevilli w kilku klubach, nawet tak bogatych jak Chelsea, pukano się w czoło. Barcelona zapłaciła bez szemrania. Dziś wychodzi na jej, bo o ile dobrego prawego obrońcę można zapewne kupić taniej, to powiedzieć o Danim Alvesie, że jest prawym obrońcą to trochę tak, jakby powiedzieć o Jowiszu, że jest większy od kaczki. Prawda, ale nie cała prawda.
Alves to nie tylko niezmordowany obrońca, który nie odpuszcza nikomu i twardziel, który w tym sezonie popełnił najwięcej fauli w całej drużynie. To także zawodnik, który w pół sezonu zaliczył aż dziesięć asyst. Lepsi od niego są pod tym względem tylko dwaj zawodnicy: mózg drużyny Xavi i największa gwiazda - Leo Messi.
3. Zwolnij trenera z sukcesami
Frank Rijkaard ze sponiewieranego klubu, który w dodatku notorycznie upokarzanego przez największego znienawidzonego rywala stworzył w krótkim czasie ekipę zapierającą dech w piersiach. To on grupę roztrzepanych artystów, bardziej zainteresowanych wywoływaniem wrażeń artystycznych niż wygrywaniem meczów zmienił w bezlitosną maszynę do wygrywania. To on zespołowi rozkochanemu w improwizacji narzucił taktyczne rygory maskujące słabości drużyny, takie jak chociażby niedostatek siły fizycznej, czy niezbyt pewna defensywa, dzięki czemu wygrał dwa mistrzostwa kraju i Ligę Mistrzów.
On jednak później z gwiazdozbiorem sobie nie poradził. Ronaldinho, Eto'o, Deco, Henry - wszyscy mniej lub bardziej na Rijkaarda narzekali i wykłócali się z nim, on natomiast - trener w typie raczej brata-łaty, niż twardego zamordysty - nie potrafił skłóconego towarzystwa przywrócić do porządku. Razem ze sprzedażą Ronaldinho jego zwolnienie było sygnałem, że na Camp Nou powstaje zupełnie nowa budowla, nawet jeśli kluczowe klocki w większości pozostaną te same.
4. W jego miejsce ściągnij kompletnego nowicjusza
Wydawało się, że ostatnią rzeczą, która może sprowadzić Barcelonę na właściwe tory jest szkoleniowiec, który nigdy nie prowadził dorosłej drużyny. Wydawałoby się, że rozwydrzone barcelońskie gwiazdy potrzebują trenera-zamordysty, który w dodatku smród niejednej przepełnionej gwiazdami szatni wąchał. Ot, takiego jak Fabio Capello, który potrafił przywrócić jako taki blask Realowi i dać mu pierwsze po czterech latach trofeum.
Sęk w tym, że Guardiola jest dokładnie takim trenerem. Drużynie narzucił drakoński rygor (wspólne posiłki, wysokie kary za spóźnienia, kontrolne wieczorne telefony, sprawdzające, czy aby na pewno zawodnicy są już w łóżkach), a atmosferę klubu wręcz rozsadzanego natłokiem wybitnych piłkarzy zna doskonale, bo przez ponad 10 lat w takim grał. Jest symbolem złotej ery Barcelony, prowadzonego przez Johana Cruyffa Dream Teamu. Wygrał Puchar Europy w 1992 r. i sześciokrotnie zdobywał mistrzostwo kraju. Jest idolem dla licznych w kadrze wychowanków, takich jak Iniesta czy Xavi, który właśnie na jego następcę był wychowywany.
5. Przeprowadź czystki w składzie
Guardiola bez żalu pozbył się zawodników, nad których sprzedażą niejeden trener zastanawiałby się w nieskończoność. Wywalił nie tylko podstarzałe gwiazdy jak Lilian Thuram, który chwilę później z powodów problemów zdrowotnych skończył karierę. Wywalił też 31-letniego Zambrottę, 30-letniego Deco, czy wydawałoby się bardzo perspektywicznego młodzieńca Giovaniego dos Santosa. Pozbył się co najmniej wartościowych zmienników, takich jak Oleguer, Santiago Ezquerro czy Edmilson. O żadnym z nich nie można powiedzieć, że w Barcelonie go choć trochę brakuje. Tymczasem w osobie Deco Guardiola pozbył się wiecznie niezadowolonego zrzędy, a o dos Santosie angielskie gazety piszą zdecydowanie częściej w kontekście nocnych eskapad, niż bodaj zadowalających występów na boisku.
6. Albo i nie
Z klubu miało zniknąć znacznie więcej zawodników. Ot, chociażby Samuel Eto'o, na którym Guardiola w zasadzie z miejsca postawił krzyżyk. Kameruńczyk jednak tak długo i zawzięcie harował na przedsezonowych treningach, że przekonał do siebie trenera. Dziś nie tylko strzela na zawołanie zdobywając w 22 meczach 20 bramek. Także wykonuje czarną robotę w defensywie, w dodatku bardzo to sobie chwali. Jak często słyszy się z ust napastnika takie słowa: ''Wolę naciskać rywali, niż strzelać gole''?
Innym przykładem może być Eidur Gudjohnsen, którego dni w Katalonii przed sezonem wydawały się policzone. Islandczyk potrafił jednak przekonać do siebie trenera i choć nie gra w drużynie pierwszoplanowej roli, kiedy wchodzi na boisko, robi co do niego należy. Jak choćby w ligowym meczu z Betisem, kiedy 9 minut po wejściu na boisko strzelił zwycięską bramkę czy w meczu Pucharu Króla przeciwko Atletico, kiedy jego bramka dała Barcelonie awans.
7. Miej wizję
Patrząc na popisy barcelońskich wirtuozów łatwo ulec złudzeniu, że rola trenera ogranicza się w ich przypadku do podania wyjściowej jedenastki. Kiedy ogląda się nieustannie zmieniających pozycję zawodników, akcje, w których uczestniczy sześciu, siedmiu czy ośmiu piłkarzy można pomyśleć, że to wynik improwizacji natchnionych geniuszy. Nic bardziej mylnego. ''Wszystko co robimy, musi mieć sens. Nie robimy niczego tylko po to, żeby zrobić'' - te słowa Xaviego dość dobrze oddają filozofię Guardioli. Jak mówi jego asystent, Tito Vilanova: ''Bieganie na ślepo po całym boisku jest bezwartościowe''. Przykłady? Proszę bardzo. Seydou Keita usłyszał od trenera, że ma przestać tyle biegać.
8. Zmuś artystów do nieefektownej harówki
Wytarty piłkarski slogan mówi, że najlepszą obroną jest atak. Obecna Barcelona jest tego idealnym przykładem. I wcale nie chodzi o to, że tercet wybitnych napastników Messi-Eto'o-Henry zawsze ustrzeli więcej niż rywale, więc zabezpieczeniem tyłów nie trzeba się tak bardzo przejmować. Mimo iż ustrzeli - Messi jak do tej pory zdobył 23 gole, Eto'o 20, a Henry 13. Chodzi o to, że ten tercet jest jednocześnie dla wielu rywali zaporą nie do przejścia. Jeśli nawet nie odbiorą rywalom piłki, to potrafią przerwać ich akcję tuż pod ich polem karnym, dając drużynie czas na powrót na własną połowę. Dobrze pokazuje to statystyka fauli. Thierry Henry jest trzecim najczęściej faulującym zawodnikiem drużyny. Przed nim jest tylko Dani Alves i Sergi Busquets. Zaraz za nim jest... Messi, którego chyba nikt nie posądziłby o bycie boiskowym twardzielem. Dopiero za nimi jest drugi obrońca - Gerard Pique. Eto'o jest w tej klasyfikacji siódmy, przed Puyolem, Yaya Toure czy Marquezem.
9. Postaw na wychowanków
Szczególnie, jeśli przed sezonem zostali mistrzami Europy. Gdyby kilka lat temu zacząć wymieniać gwiazdy Barcelony Xaviego i Iniestę łatwo można by przeoczyć, ewentualnie wymienić ich gdzieś tam, w trzecim szeregu. Nikt z pewnością nie odmówiłby im umiejętności, jednak o sile drużyny decydowali inni: Ronaldinho, Eto'o, Messi, Deco... Dziś obaj są gwiazdami pierwszej wielkości, bez których trudno wyobrazić sobie zespół i z pewnością częściowo stało się tak za sprawą odczarowanej reprezentacji. Mistrzostwo Europy natchnęło obu niesamowitą pewnością siebie, dzięki której z zawodników owszem, znakomitych, ale jednocześnie rzadko biorących na siebie odpowiedzialność i nie potrafiących pociągnąć drużyny w najtrudniejszych momentach zmienili się w duet nie do powstrzymania. Szczególnie Xavi, wybrany najlepszym graczem mistrzostw niesamowicie dojrzał i stał się prawdziwym mózgiem drużyny. Pod względem bramek ustępuje tylko Messiemu, Eto'o i Henry'emu. Pod względem asyst jest bezkonkurencyjny.
10. Graj tak
http://www.blaugrana.pl/news/1547/kamer ... klubu.html
\o/Kameruński snajper trzecim strzelcem w historii klubu
Samuelowi Eto’o brakuje jedynie trzech goli, aby osiągnąć pułap 100 bramek w lidze strzelonych dla klubu. Kameruński snajper umieścił piłkę w siatce rywali aż 97 razy w 128 meczach ligowych w Barcelonie, co daje średnią 0.75 bramki na mecz. Dzięki temu jest on na trzecim miejscu w tabeli strzelców wszech czasów, które zajmuje z Mariano Martinem, grającym w barwach blaugrana w latach 40-stych.
Gorszy jedynie od Kubali i Césara
Tylko dwóch piłkarzy, Kubala oraz César Rodriguez, mają na koncie więcej strzelonych bramek dla Katalończyków. Ladislau Kubala umieścił piłkę w siatce rywali 131-krotnie, co daję mu drugą pozycję. Lider tabeli strzelców, César Ródriguez, strzelił 197 bramek w 287 występach ligowych zanim opuścił klub w 1955 roku.
Niezwykła skuteczność
Eto’o jest w tym sezonie na fali, zdobywając 19 bramek w 19 ligowych spotkaniach, co daje średnią 1 gola na mecz. Najlepsze mecze w jego wykonaniu to te przeciwko Almerii (hat-trick) oraz Valladoid (4 bramki). Jego kolejnym celem jest dobicie do magicznej granicy stu bramek. Będzie miał ku temu okazję w niedzielę, kiedy Barcelona zmierzy się z Racingiem.


