Nie umiem nawet okreslic tego filmu. Slowo "dziwny" mi nie pasuje. "Nudny", "poruszajacy" , "swietny"..nic nie pasuje oprocz "ciekawy". Powiem szczerze,ze jak uslyszalem o tym filmie, to od razu zaczalem sie zastanawiac, jak mozna opowiedziec taka historie; sam pomysl jest dla mnie rewelacyjny i pewnie kiedys siegne po ksiazke.....
Film dlugi; momentami ekscytujacy, momentami melancholijny, nudny, nuzacy, ale ostatnie pol godziny sprawia, ze jestem naprawde zachwycony. Czuje niedosyt , ale scena, gdy 5-latek choruje na Alzheimera, jest jedna z najlepszych jakie w zyciu widzialem...cos niesamowitego i strasznego zarazem. Moze tak to na mnie dziala, bo znam starsza osobe,ktora zachorowala na to...
Bardzo dobra rola Blanchett(Kate Winslet w "Drodze do Szczescia zagrala duzo lepiej, az dziw bierze,ze nie dostala nawet nominacji), choc jak Wilmore napisal-brzydka jest
Brad? taki sztywny....z biegiem "utraty" lat , Pitt gra co raz slabiej. Te same miny, pozy, ruchy...moja ocena moze bierze sie z tego,ze jakos nie przepadam za nim. Ale zle tez nie zagral....powiedzialbym raczej,ze nie wykorzystal scenariusza,lub to wlasnie scenariusz byl najslabszym pkt filmu. Nie czytalem ksiazki, wiec nie mam odniesienia, ale czuje niedosyt spowodowany przez spowalnianie akcji. Wydluzanie niepotrzebnie niektorych watkow (Elizabeth i randki w hotelu).
The curious case of Benjamin Button dal mi do myslenia.
Pomimo wad nowe dzielo Finchera jest warte obejrzenia. I te niecale 3 godziny nie beda strata;]
8/10



