Re: "Święta Wojna na San Siro" ...

Awatar użytkownika
Kendo
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 807
Rejestracja: 29 lis 2005, 16:38
Reputacja: 0
Lokalizacja: Świdnik

Re: "Święta Wojna na San Siro" ...

Post autor: Kendo » 15 lut 2009, 23:47

Mecz rzeczywiście fantastyczny. Początek już zapowiadał walkę jak w Koloseum. Wślizgi, pełne zaangażowanie, bez odstawiania nogi. Zachwycił mnie wślizg Ambro przy sytuacji Stankovicia, coś pięknego :love: . Pod koniec meczu jeszcze jeden z graczy Interu miał podobny, nie pamiętam kto. Błąd sędziego przemilczę. Po I połowie w sumie zastanawiałem się jakie zmiany może przeprowadzić Carletto. Dywagowałem nie z powodu braków na ławce, ale dlatego, że do nikogo z linii ofensywnej nie można było się przyczepić. Wszyscy grali dobrze, Seedorf biegał, walczył, jedna z najjaśniejszych postaci. Potwierdziły się słowa Pacynki że Pato sam w ataku to nie ten sami piłkarz, diametralna zmiana po wejściu Pippo, który de facto powinien dostawać więcej szans, szczególnie pod nieobecność Borriello. Odczuliśmy absencję przede wszystkim właśnie Marco. Potrzebny był nam koleś dobrze wykorzystujący wzrost przy dośrodkowaniach, z jego warunkami otworzyłyby się nowe warianty w grze.

Na koniec sprawa Beckhama. Taka mam II część 'Teorii Spisku' Mela Gibsona. Szanse, żeby go capnąć są znikome. Milan się napialił trochę jak szczerbaty na suchary i moim zdaniem to będzie pokerowa zagrywka. Poważna kontuzja, LA pomyśli, że nie potrzeba im kontuzjowanego gracza a warto zarobić na idiotach z Milanu, dalej wykładających wysoką kasę. Później osławiony MIlanLAB doprowadza w cudowny sposób Beckhama do zdrowia i zatrzymujemy go do końca sezonu. Tak sobie wymyśliłem :D

Carlo, kończ waść, wstydu oszczędź.

Wróć do „Włochy”