Jak najbardziej zasłużone zwycięstwo Barcelony. Pierwsza bramka to kunszt strzelecki Henry'ego i po prostu wyborna asysta Marqueza. Świetne długie podanie, prosto na nogę, idealne przyjęcie Henryka i bieg na bramkę zakończony precyzyjnym strzałem. Dwie minuty później Francuz po raz kolejny pokazuje, że jest doświadczonym snajperem i znów wykorzystuje dogodną sytuację do zdobycia bramki. Potem piękna akcja Messiego, klepka z Eto'o i kolejny gol, a następnie potężne uderzenie Kameruńczyka trafia do siatki. 4:0 i wydawałoby się, że OL jest na kolanach. A tu taki gol z niczego po rzucie rożnym i jest "szatniarz". Druga połowa rozpoczyna się od bramki Juninho (który był szybszy od mojego internetu i przegapiłem tą bramkę zanim się transmisja uruchomiła). Na szczęście gracze Barcelony nie stracili głowy, byli bliscy kolejnych bramek i dzieło zwieńczył Keita trafiając do siatki w doliczonym czasie. Nie licząc tych niepotrzebnie straconych dwóch goli oglądaliśmy dziś taką grę jaką chcielibyśmy oglądać. Barca grała znów z przygniatającą przewagą, z polotem i przede wszystkim wreszcie skutecznie.
Ciekawe kogo los przydzieli nam w ćwierćfinale. Najłatwiejszymi rywalami byłyby zespoły Villarreal lub Porto. Ale to tylko na papierze, bo na tym etapie słabych drużyn już nie ma. Villarreal stać na wiele, a Porto, mimo bezbramkowego remisu, zagrało dziś świetny mecz z Atletico (które przecież niedawno pokonało Barcelonę) i powinno go w zasadzie wygrać. O tym z kim zagramy, dowiemy się niestety dopiero w przyszły piątek.


