Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Awatar użytkownika
Berik
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1634
Rejestracja: 26 wrz 2005, 23:39
Reputacja: 0
Lokalizacja: Rivendell

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post autor: Berik » 16 mar 2009, 20:45

List dziennikarza Wyborczej Rafała Steca do Jerzego Engela
- Do pana obowiązków, panie trenerze, nie należy firmowanie - przepraszam za słowo, ale ono precyzyjnie oddaje istotę rzeczy - bredni o idyllicznym stanie polskiego szkolenia - pisze dziennikarz Sport.pl i "Gazety Wyborczej" Rafał Stec. Z gryzącą zazdrością spoglądałem w środę na ekstazę Serba Nemanji Vidicia, który strzelał gola dla Manchesteru United w megahicie Ligi Mistrzów. Zazdrośnie spoglądałem nawet na rozpacz Dejana Stankovicia, również Serba, który zdawał sobie sprawę, że jego Inter Mediolan znów nie osiągnie międzynarodowego sukcesu. Do mnie docierało wtedy co innego - że za pewien czas, gdy obaj wymienieni zakończą kariery, zastąpią ich być może kolejni Serbowie - 21-letni Zoran Tosić i 16-letni Adem Ljajić kupieni przez Manchester w grudniu.

W jeden wieczór przyjąłem stężoną dawkę niezbitych dowodów, jak wspaniałych piłkarzy wychowuje Serbia. Nie trzeba przywoływać reszty nazwisk związanych z uznanymi klubami - a znalazłoby się mnóstwo! - by wiedzieć, że jej przedstawiciele nie przyplątali się przypadkowo, lecz należą do elity na stałe. Dobiegający schyłku kariery Stanković, szalejący w kwiecie wieku Vidić, przyszłościowe żółtodzioby Tosić i Ljajić. Słynne firmy biorą przedstawicieli wszystkich pokoleń, Serbowie wylansowali markę futbolistów świetnych z inklinacjami do wybitności.

O ponadprzeciętnym potencjale reprezentacji

Pan, panie trenerze, jako dyrektor sportowy PZPN lansuje markę gracza polskiego na skromniejszą, lokalną skalę. Jesienią oznajmił pan publicznie, że dysponujemy pomocnikami światowej klasy i nie widać w Europie nawet kilku reprezentacji o większym potencjale. W lutym wyczytałem na oficjalnej stronie PZPN, że polska szkoła trenerów "jest zaliczana do najlepiej pracujących" na kontynencie, co uzasadnione zostało wyższością wytrenowanego u nas skrzydłowego Błaszczykowskiego nad wytrenowanym w Holandii skrzydłowym Smolarkiem.

Nie zamierzam znęcać się nad oboma wywodami, ich cudaczna nonsensowność jest zbyt oczywista, a rzeczywistość usiłują zakłamać w tonie bliskim bezczelności. Przygnębia mnie tylko podejrzenie, że pan naprawdę wierzy, iż jest dobrze. Psychologia doskonale zna przypadki osób, które widzą - zwłaszcza w lustrze - więcej, niż jest do zobaczenia. Kłopot w tym, że ofiarą narcyzmu pada tylko sam narcyz, a ofiarą zakrzywionego widzenia u rządzących PZPN padają tysiące chcących zawodowo kopać piłkę. Jeśli nie wchłoną solidnej edukacji w wieku chłopięcym, już zawsze będą na tle obcej konkurencji wyglądać na niepełnosprawne chudziny, a po wyjeździe do mocnych lig - jak wrzuceni między istoty wyższego gatunku i do rzeczywistości, w której czas płynie szybciej. Dla nich o całą wieczność za szybko.

Niestety, dopóki ludzie odpowiedzialni za piłkarską edukację uważają, że jest dobrze, nie zbadają, dlaczego jest źle. Przepraszam, beznadziejnie. Serbia to mały kraik, jeszcze przedwczoraj dziesiątkowany i rujnowany wojną. Od Polski biedniejszy, po wielokroć mniej liczny, niewspierany modernizującymi atutami Unii Europejskiej. Jakąś przewagę daje mu klimat, poza tym nie ma żadnego powodu, by eksportował znakomitszych piłkarzy niż 38-milionowe państwo, w którym futbol jest najpopularniejszym sportem.

W środę patrzyłem akurat na Serbów, ale mógłbym przywołać miażdżącą większość państw europejskich. Wyjąwszy egzotyczną biedę w typie Armenii czy Mołdawii, ewentualnie plamki na mapie w typie Liechtensteinu czy Estonii, wszędzie dochowują się graczy cenionych na rynku wyżej niż nasi. Czy porachujemy gole strzelane w mocnych rozgrywkach, czy po prostu sprawdzimy listę obecności, wyjdzie, że poza bramkarzami - szczęściarze, że uprawiają sport indywidualny - produkujemy buble bądź, w najlepszym razie, przeciętniaków. Od ponad dekady nie doczekaliśmy się jednego choćby piłkarza z pola klasy światowej.

Śladowe wyniki w pucharach

PZPN lubi się zasłaniać przyzwoitymi wynikami reprezentacji, która awansuje na mundial i Euro. Tyle że one nie zawsze odzwierciedlają miarodajnie stan piłki nożnej w kraju. Polacy w eliminacjach wygrywają również dlatego, że wkładają w nie - zwolnieni z obowiązków klubowych i stęsknieni za jakimikolwiek poważnymi sportowymi wyzwaniami - całą energię. O ich prawdziwych kompetencjach świadczą osiągi ligowo-pucharowe. Te są śladowe.

Nie wiem, w jakim stopniu za niedołęstwo piłkarzy odpowiada niedobór boisk, w jakim tolerowanie korupcji o bezprecedensowej skali, a w jakim zacofanie trenerów. Ale wiem, że statut nakazuje PZPN-owi dbać o interes zawodników, którzy mają prawo oczekiwać poziomu kształcenia dającego szansę konkurować na europejskim rynku pracy. W innym szlagierze - sobotnim Manchesteru z Liverpoolem - widziałem Słowaka i Bułgara, we wszystkich czołowych ligach co rusz podziwiam gole strzelane przez przedstawicieli byłych demoludów. Wszystkich prócz Polaków. Pamięta pan, panie trenerze, niezapomnianą Wisłę Kasperczaka? Jej gwiazdy albo nie osiągnęły na emigracji nic, albo ich karierki kończyły się w mgnieniu oka. Do dziś przetrwał jeden Kalu Uche. I on nie zdołał podbić świata, ale przynajmniej utrzymał się w lidze hiszpańskiej. Wystarczy być Nigeryjczykiem?

Idylliczne brednie o stanie polskiego szkolenia

Do pana obowiązków, panie trenerze, nie należy firmowanie - przepraszam za słowo, ale ono precyzyjnie oddaje istotę rzeczy - bredni o idyllicznych stanie polskiego szkolenia, lecz zbadanie, dlaczego piłkarze w zachodnich klubach przepadają. Są upośledzeni technicznie? Taktycznie? Fizycznie? Nie chcę za wszystko obwiniać trenerstwa, chcę wiedzieć, dlaczego jest beznadziejnie. Może jednak jakieś mankamenty w pana działce są?

Bez prawidłowej diagnozy nie wdrożymy właściwej terapii, a na transferach będzie się bogacił Partizan Belgrad. Za wspomniane dzieciaki, które wcale nie muszą wyrosnąć na tytanów, dostał od MU 15-20 mln euro. Z grubsza tyle, ile kosztowało pięciu najdroższych wyeksportowanych Polaków razem wziętych: Błaszczykowski, Fabiański, Janczyk, Żurawski, Matusiak.

Eksport mógłby wydatnie zwiększyć wątłe finanse naszych klubów. Partizan przez półtora roku zarobił na transferach za granicę 38 mln euro, sumę dla naszych potęg niewyobrażalną, bo cała liga - wyprzedająca na masową skalę - nie wycisnęła nawet połowy. Polskie kluby przyzwyczaiły się, że konkurencja je plądruje. Teraz czytam, że zagraniczni specjaliści wyceniają urzekającego nas młodzieńca Roberta Lewandowskiego na dwa miliony euro. To kwota skandaliczna, tyle nie oferuje się za wyroby luksusowe, lecz za świecidełka, w których oferent podejrzewa ukrytą chałę. I będzie podejrzewał, jeśli pan, panie trenerze, nie zajmie się czymś więcej niż wmawianie polskim piłkarzom, iż uczą się od genialnych nauczycieli, a potem nie dorastają do Ligi Mistrzów, bo są do tego genetycznie niezdolni.


i odpowiedz bylego trenera kadry
- Doprawdy z osłupieniem przeczytałem to, co miał do napisania w poniedziałkowym dodatku sportowym do "Gazety Wyborczej" redaktor Rafał Stec. Sprawa staje się poważna, gdy pada niczym nie uzasadnione oskarżenie i wcale nie tylko pod moim adresem, lecz całej armii polskich trenerów o produkowanie, bubli i przeciętniaków, bo tak redaktor nazwał polskich piłkarzy - czytamy na stronie internetowej Jerzego Engela.
Doprawdy z osłupieniem przeczytałem to, co miał do napisania w poniedziałkowym dodatku sportowym do Gazety Wyborczej redaktor Rafał Stec. Już w pierwszym zdaniu kpił sobie z polskiego futbolu, dając dowód jednocześnie, iż nie ma nawet podstawowej wiedzy na temat, o którym pisze. Nie ma bowiem uzasadnionego powodu, aby z punktu widzenia futbolowego fachowca zapałać nagle miłością do piłkarzy z Serbii i stawiać ich jako niedościgniony wzór dla naszych zawodników. Nie tak dawno polska reprezentacja rywalizowała z reprezentacją Serbii w grupie eliminacyjnej i to my a nie Serbowie awansowaliśmy do finałów Mistrzostw Europy. Okolicznością pocieszającą dla redaktora Steca miała być jak mi się zdawało lektura niektórych artykułów na temat piłki nożnej mojego autorstwa. Niestety okazało się, że nie tylko z pisaniem ale również z czytaniem redaktor Stec ma kłopoty. Tylko ktoś nie rozumiejący tego co czyta, może stwierdzić, iż piszę że Jakub Błaszczykowski został lepiej wyszkolony w Polsce niż Ebi Smolarek w Holandii.

Tymczasem ja napisałem, że prawdziwe talenty można, gdy się umie, równie dobrze poprowadzić do kariery w Polsce jak i zagranicą i dlatego w wyszkoleniu Kuby i Ebiego postawiłem znak równości. To tyle na temat bo nie mam zamiaru znęcać się dalej nad cudaczną nonsensownością wywodu redaktora Steca. W dalszej części artykułu redaktor posądza mnie o narcyzm. Pan Stec jak się okazuje posądza innych przez pryzmat własnej osoby, bo to przecież Pan Stec a nie ja demonstrował publicznie palmę na czubku głowy. Sprawa jednak staje się poważna, gdy pada niczym nie uzasadnione oskarżenie i wcale nie tylko pod moim adresem, lecz całej armii polskich trenerów o produkowanie, bubli i przeciętniaków, bo tak redaktor nazwał polskich piłkarzy. Jakie przygotowanie merytoryczne poparte jakimkolwiek doświadczeniem upoważnia redaktora Steca do formułowania takich twórczych przemyśleń. Otóż jeśli już mówimy o bublach, to właśnie redaktor Stec wypuścił swój kolejny artykuł, na który odpowiadam. Jeszcze niedawno Pan Stec zapełniał płodami swojej klawiatury, nawet pół numeru poniedziałkowego gazetowego Sportu. Trzeba być nie tylko bezczelnym ale nie mieć odrobiny samokrytycyzmu aby wierzyć, że posiada się patent na nieomylność równocześnie w futbolu, siatkówce, wyścigach samochodowych a nawet pchnięciu kulą.

Osobiście będę zawsze bronił polskich trenerów, którzy w bardzo trudnych warunkach organizacyjno-szkoleniowych potrafili wyselekcjonowac i wychowac wielu naprawdę zdolnych zawodników. Swój artykuł podpiera Pan Stec zdjęciem Wisły Kraków, wspaniałego klubu z olbrzymim dorobkkiem i tradycjami, na które pracowali przez dziesiątki lat trenerzy i zawodnicy w wielu dyscyplinach sportu. I też trudno zrozumiec dlaczego redaktor Stec obraża polskich piłkarzy grających w Wiśle Kraków. Ale Pan Stec nie porusza tematu, ze młodzi piłkarze nawet w Wiśle Kraków nie mają gdzie trenowac, a trenerzy szkolący młodzież tak w tym jak również innych klubach, muszą pracować poza klubami, aby móc poświęcic się szkoleniu najmłodszych. Pan Stec nie pisze o rzeczywistych problemach polskiej piłki nożnej młodzieżowej, na których poprawę PZPN nie ma żadnego wpływu, bo leżą one w gestii Samorządów i właścicieli klubów.

A temat wynagrodzenia szkoleniowców, którzy otrzymują średnio 300 - 400 złotych miesięcznie, jest jednym z podstawowych. Z pewnością za taką kwotę Pan redaktor nie pracowałby w gazecie i nie pisał takich nonsensów, które nikomu przecież nie służą. Powyższy list napisałem do Gazety Wyborczej z prośbą o wydrukowanie jako polemiki z redaktorem Rafałem Stecem, z którym się przecież nie konfrontuję tylko polemizuję i wierzę, że ten list się na jej łamach ukaże.

Tekst Engela o palmie na glowie to istny majstersztyk zaslugujacy na dozywotnie Zlote Usta. :rotfl4:

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”