W ciągu tygodnia fenomenalny Macheda zapewnił Manchesterowi aż 6 oczek, pozwolił utrzymać skromne jedno punktowe prowadzenie nad Liverpoolem. Gdyby nie wybitny talent wychowanka włoskiego Lazio dziś podopieczni Fergusona, tracili by trzy punkty do „The Reds” i mieli tyle samo punktów co londyńska Chelsea
Tydzień temu po remisie 2-2 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Porto zastanawiałem się czy aby mistrz Anglii nie zaczyna wyżej cenić krajowych rozgrywek niż loteryjnej walki w Champion League. Dziś moje wątpliwości podtrzymuje nadal, mając jednak na uwadze jedno „ale”. Manchester wpadł w kryzys, w kryzys głęboki i piekielnie niebezpieczny dla imperialnych zapędów sir Alexa.
Sidła kryzysu zaatakowały już w ligowym klasyku z Liverpoolem, dobiły w meczu z Fulham, ostatnie ligowe zwycięstwa nad Aston Villą oraz Sunderlandem, napawać optymizmem nie mogą. Wręcz przeciwnie zepchnęły mistrzów Anglii na krawędź przepaści, znad której wyciąga ich w ostatnich sekundach spotkań geniusz siedemnastolatka.
Spektakularne debiuty, szczególnie tak młodych piłkarzy zawsze przemawiają do wyobraźni, „zapychają” rozgadane usta mądrych dziennikarzy i jeszcze mądrzejszych kibiców. Objawienie jakim jest młodziutki Włoch, spadło na ręce Fergusona w najlepszym możliwym okresie. Cieszą podarowane punkty, zdobyte bramki inspirują i odwracają uwagę sporej części fanów i prasy od problemów wokół pierwszej jedenastki.
Pozdrawiam Gniazdowy



