Bienias
Kurde, do czego to doszło...
Lech został sprowokowany, a wielkich zamieszek nie było. Kilkudziesięcioosobowa (tak na oko wiarygodnego świadka) grupka Ruchu pobiegła do nich licząc na wsparcie kumpli. Ci jednak okazali się nie być prawdziwymi kibicami i nie podjęli walki, zostając na trybunach. W związku z tym poznaniacy prędko przegonili Ruch na ich miejsca. A co się działo poza stadionem - to już cholera wie, tam się mogą nawet zabijać, tak samo jak świniobicie - nie obchodzi mnie to.



