http://www.sport.pl/zuzel/1,89220,66349 ... &startsz=xZłotousty Drabik nadjeżdża. Co powie?
Kiedy Sławomir Drabik z częstochowskiego Włókniarza przyjeżdża na mecz żużlowy - tak jak w niedzielę do Torunia - jego wynik staje się nieistotny. A najciekawsze jest to, co powie po pojedynku.
Dabik, 43-latek, który zaprzecza temu, że żużel to sport głównie dla młodych gniewnych jest jedną z najbarwniejszych postaci polskiego sportu. Kiedyś mistrz świata, teraz rezerwowy Włókniarza Częstochowa - jego rola się zmieniła. Ale niezmiennie zdumiewa tym, jak ironicznie widzi żużel.
Rozmowa ze Sławomirem Drabikiem*
Dziennikarz: Jak wygląda życie żużlowca?
Sławomir Drabik: - Zawody, ostro "w beret". Zawody, "ostro w beret".
A jeśli nie żużel, to co? Czym by się pan zajmował?
- Pewnie zbieraniem butelek.
Co sądzi pan o pomyśle, by w polskich klubach mógł wystartować tylko jeden obcokrajowiec?
- Wolałbym się na ten temat nie wypowiadać, bo w tym roku najdalej byłem za granicą w Zielonej Górze.
Czy pamięta pan kiedy ostatnio zdobył 16 pkt. w lidze?
- To musiało być zaraz po wyzwoleniu. Wtedy tor w Zielonej Górze był jeszcze zaminowany.
Dochodzą słuchy, że zmienia pan klub i będzie pan jeździł w Łodzi.
- A, tak. Słyszałem. W łodzi podwodnej.
Atlas Wrocław ma dobrze znanego panu trenera.
- No tak, "Shreka", który mieszka na bagnach. (Chodzi o trenera Atlasa Marka Cieślaka, a wspomniane "bagna" to peryferia Częstochowy, gdzie mieszka szkoleniowiec tej drużyny).
Jakie tory sprawiają panu najwięcej trudności?
- Kwadratowe.
Jak pojedzie pan w najbliższym biegu?
- Najpierw prosto. A potem trochę w lewo.
Drabik jest mocarny



