Iniesta grał z kontuzją
Andrés Iniesta w finałowym spotkaniu z Manchesterem United wybiegł na murawę z niezaleczonym urazem. Wiedział na jakie ryzyko się decyduje, gdyż zaraz po kontuzji, jakiej nabawił się na Camp Nou w pojedynku z Villarreal, oczywistym było, że wykurować się nie zdąży. Pomimo tego Andrés zakomunikował klubowym lekarzom, że ma zamiar wystąpić na Stadio Olimpico.
Iniesta zdawał sobie sprawę, że gra w takim meczu jest dana tylko nielicznym i postanowił z tej unikalnej szansy skorzystać, ryzykując zdrowiem.
Blada twarz poświęcał na rehabilitację dziewięć godzin dziennie. W wyścigu z czasem uciekano się nie tylko do metod konwencjonalnych, ale również do środków wybiegających poza sferę medycyny sportowej, włączając w to ezoterykę czy odprawianie modłów.
Andrés długo nie trenował z piłką, nie oddawał strzałów, przez co stracił rytm gry. Nie brał również udziału w sesjach z drużyną. Wszystkie te zabiegi spowodowały, iż kontuzja została na tyle zaleczona, aby Iniesta mógł wybiec na boisko. Stan mięśnia nie był jednak idealny, przez co piłkarz z Fuentealbilli miał zakaz oddawania strzałów. Przewagą Dumy Katalonii było jednak to, iż Ferguson o niczym nie wiedział.
Już w pierwszej połowie spotkania pomocnik rozpoczął swój taniec. Dograł do Eto'o, który strzelił pierwszego gola w meczu. W drugiej odsłonie uraz niestety się odnowił. Była to cena jaką zawodnik był gotów zapłacić za ten jeden występ. Pogromca Chelsea nie poprosił jednak o zmianę i kontynuował grę, którą po finale podsumował Rooney: "Wygrali, ponieważ mają mistrza Iniestę, najlepszego zawodnika świata na swojej pozycji".
Dziś zostaną przeprowadzone testy, aby ocenić stopień uszkodzenia mięśnia.
Jednej kwestii jednak zaprzeczyć się nie da - Iniesta w Rzymie był większym bohaterem niż kiedykolwiek wcześniej.


