Re: Finał LM: FC Barcelona- Manchester United

Awatar użytkownika
girlfromipanema
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 349
Rejestracja: 14 mar 2006, 9:47
Reputacja: 0

Re: Finał LM: FC Barcelona- Manchester United

Post autor: girlfromipanema » 14 cze 2009, 16:34

wiem, że już po jabłkach trochę, ale akurat wspominałam i przyszło mi do głowy, że najwyższy czas podzielić się wrażeniami z kimś poza znajomymi. nie, żebym była na meczu w Rzymie, ale zupełnym przypadkiem (bo moim celem był festiwal muzyczny i kiedy rezerwowałam bilety lotnicze czy hostel, zupełnie nie miałam świadomości, że przylatuję w dzień finału LM) oglądałam mecz w Barcelonie i chyba była to jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie mi się przytrafiły w ogóle.
właściwie nie widziałam nawet całego spotkania, bo dotarłyśmy z koleżanką do hostelu akurat na początek pierwszej połowy, ale musiałyśmy jakoś się ogarnąć i przetransportować do pubu, w którym byłyśmy umówione. pierwszy gol nas jednak nie ominął, całe miasto nagle zamieniło się w jeden wielki wrzask, a w hostelu wszyscy goście i cały mega ujarany personel wbili się do pokoju z telewizorem. ciekawy był szczególnie Francuz, który miał w pokoju przygotowaną koszulkę i pobiegł ją założyć, kiedy zobaczył piłkę w bramce, a po minucie przebrał się z powrotem. chwilę przed końcem pierwszej połowy zostawiłyśmy towarzystwo i kolejny dowód niecodziennej sytuacji- ani na ulicach, ani w metrze nie było NIKOGO.
w trakcie drugiej połowy niechcący zaliczyłyśmy dwa położone niedaleko siebie puby. z pierwszego najbardziej zapamiętałam kolesia w szaliku ManU, który chyba przez cały mecz chował się gdzieś w kącie i co jakiś czas podchodził spytać swojego kolegę, czy wciąż jest 1-0. w drugim już była masakra. przemaglowanie wszelkich możliwych piosenek i okrzyków ze sto razy większym zaangażowaniem, niż byłam sobie w stanie wyobrazić, reakcja na gola przy której te na RAC1 brzmią jak obiektywne, suche komunikaty (niesamowite, że ten pub to wszystko przetrwał swoją drogą), a po ostatnim gwizdku trudno było znaleźć na sobie miejsce, które nie zostało potraktowane szampanem przez barmankę i w ogóle zaczepić wzrok na jakimś stałym punkcie, który nie skakał, nie darł się, nie ściskał, nie głaskał, nie tańczył, nie śmiał się czy nie płakał- i w sumie nie sposób było samemu się temu szaleństwu nie poddać. i nie mówię tu nawet o sobie, bo wiadomo, że byłam do tego pierwsza, ale jedna z koleżanek jeszcze 2 dni przed wyjazdem twierdziła, że o co w ogóle chodzi, przecież nie jedziemy tam telewizji oglądać, na kilka godzin przed meczem zmieniła już zdanie i grzała miejsca w pubie, kiedy wyszła po nas na stację metra "miała tylko nadzieję, że nie padnie kolejna bramka", a po meczu znała już wszystkie okrzyki i cieszyła się na oko nie mniej, niż sami Katalończycy.
potem popłynęliśmy z tłumem na Ramblę i wrażenia już kompletnie nie do opisania. tu coś strzeliło, tam błysnęło, nad głową ludzie na balkonach, latarniach, drzewach i czym się jeszcze da. wszędzie fruwają transparenty, flagi i pewnie lata ładne kilka innych rodzajów rzeczy. rodzice niosą gwiżdżące i trąbiące dzieci. co parę kroków trafiają się ludzie w przebraniach godnych brazylijskiego karnawału, w innych miejscach zbierają się kółka obserwujące najbardziej niesamowite tańce i inne, hm, "konstrukcje" zbudowane z ludzi. a co najważniejsze, ile radości w tym wszystkim, nie wiem czy pod wpływem czegokolwiek cała Polska razem z państwami graniczącymi potrafiłaby z siebie wykrzesać. i szkoda, że mówiło się głównie o zamieszkach, jak zwykle, bo będąc właściwie w centrum tych wydarzeń doświadczyłam tylko wzajemnej sympatii i, może nieco niekontrolowanej, ale trudno oczekiwać czy nawet chcieć czegoś innego, chęci podzielenia się szczęściem, jak pompatycznie by to nie brzmiało. jeszcze jak wracałam, w innej części Barcelony, ludzie witali się ze mną jakby znali mnie od lat specjalnie po to, żeby przez kilka sekund się razem powydzierać. klaksony oczywiście dawały o sobie znać przez całą noc.
a następnego dnia w dziennikach chyba w ogóle nie było tradycyjnego zestawu newsów, wszystkie od deski do deski były wypełnione informacjami nt. meczu.

http://picasaweb.google.pl/anna.gmaj/200905Barcelona# - tu kilka zdjęć, jakby co.

Pzdr ;)

Wróć do „Puchary Europejskie”