Re: F.C. Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Re: F.C. Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Mentor » 15 cze 2009, 19:33

http://www.blaugrana.pl/news/2781/cesc_ ... ywiad.html
Przez 20 minut Gerard Piqué i Cesc Fábregas - przyjaciele od 10 lat - rozmawiali, żartowali i dużo się śmiali. Wywiad przeprowadził dziennikarz największej hiszpańskiej gazety 'El Pais'

Piqué - Cesca znam odkąd przyszedł na próbny trening do sekcji alevin A (tu Cesc wybucha śmiechem). No i czemu tak rechoczesz? Widziałeś, jak on wygląda z tymi szwami i z blizną (podczas ostatniego meczu Cesc zderzył się z przeciwnikiem i konsekwencją jest siedem szwów). Prawdziwy Francescstein! Szkoda, że go nie widziałeś w dzieciństwie. Przybył z niejakim Pereirą. To był dopiero piłkarz!

Cesc - Przybyliśmy razem z Mataró. Codziennie przyjeżdżaliśmy taksówką. Był z nami dopóki nie awansowaliśmy do sekcji cadetes, nie?

G.P. - Nie pamiętam. Chętnie bym go pozdrowił, ale wątpię, żeby czytał El Pais. To był dopiero gość!

C.F.
- Tak jak ten tutaj (wskazuje na Piqué). Ty zawsze byłeś taki sam. Nawet na boisku. Grał na środku obrony, ale wypuszczał się w okolice pola karnego przeciwnika, trzy razy częściej, niż teraz. Rodo, nasz trener, wołał: Zostaw ten plecak i daj sobie spokój z wycieczkami pod pole karne!

G.P. - Rodolf Borrell, to był ktoś.

C.F.
- Odszedł do Liverpoolu! Ale jak trafiliśmy do Barçy, on już tu był. Jeden z najlepszych trenerów, jakich kiedykolwiek miałem.

G.P.
- Co miałem poradzić na to, że mi się nudziło? Poza tym strzelałem gole, zdobyłem jakieś 50 bramek...

C.F. - Z czego 40 z moich dośrodkowań.

G.P.
- Zgadza się, z rzutów rożnych.

C.F.
- Widać go było w polu karnym, ręka w górę, bach, gol.

G.P - Zgadza się. To w ogóle była dobra drużyna.

C.F. - Był Vázquez, Pedraza, Valiente, Messi...

G.P
- Leo doszedł później. Był bardzo mały, ale bardzo dobry, był naprawdę niesamowicie utalentowany. Tak jak teraz, kiedy wygraliśmy potrójną koronę, był decydujący. Zdobył mnóstwo bramek.

C.F. - Jest świetny. Zawsze był. Ale kiedy do nas przyszedł, był strasznym milczkiem. Dopiero wyjazd do Szwajcarii spowodował, że zaczął z nami rozmawiać. To był obrót o 120 stopni.

G.P
- Idioto! Mówi się 180 stopni! Puyi, słyszałeś? (Puyol udzielał wywiadu nieopodal) Słyszałeś co on powiedział?

C.F - To byłby obrót o 180 stopni jakby teraz był gadułą. Więc jednak o 120 stopni, baranie. Podobno Leo gra świetnie na PlayStation, ale nie było mi dane z nim się zmierzyć.

G.P. - Chłopie, ja byłem najlepszy.

C.F. - Ja byłem dobry w PES, ale w tenisa nie wygrałeś ze mną nigdy.

G.P. - Ty kłamczuchu! Nigdy nie chciałeś się ze mną zmierzyć. Odkąd przybyłem do La Masii, nikt nie wygrał ze mną w ping ponga.

C.F. - Gerard, jesteś największym samochwałą, jakiego znam. Można go spytać: jest coś, czego nie umiesz robić dobrze?

G.P. - Znasz mnie nie od dziś, więc wiesz, jaka będzie odpowiedź.

C.F. - Wytrzymywałem z Tobą nawet w Anglii.

G.P. - Puyi! Od tej pory oprócz pensji i premii za wygranie Ligi, Pucharu i Champions League będzie jeszcze premia za wytrzymywanie z Gerardem Piqué. Dzwoń do Txikiego i zaproponuj mu to, bo jak nie, to Cesc do nas nie wróci.

C.F. - Cieszę się, że obu nam tak dobrze poszło...

G.P. - Jak odszedłeś, ja przeszedłem do A. Ale ogólnie rzeczy nie układały się tak, jak chciał klub... e tam, nie chce mi się wracać do tego, dlaczego opuściłem Barcelonę. Widać tak musiało być. Wróciłem i jestem bardzo szczęśliwy.

C.F. - Teraz nikt nie chce odchodzić z Barçy, bo jest tam mnóstwo możliwości awansu. Ja miałem 16 lat, Arsenal mi zaoferował grę w pierwszej drużynie, miałem 18 lat, gdy zagrałem w finale LM...

G.P. - To kwestia postawienia na odpowiedniego gracza. Muniesa, Busi, ja... Pep podjął słuszną decyzję...

C.F - Ale w Anglii nie graliśmy przeciwko sobie nawzajem.

G.P - Owszem, chłopie, 2-1 dla nas i wygraliśmy Premiership. Zagrałem w dziewięciu meczach, w tym również i wygraliśmy. Nawet dostałem medal. Jak w Premiership zagrasz w 10 meczach, a Twoja drużyna wygrywa Ligę, to dostajesz medal. Ja taki dostałem tuż przed finałem w Rzymie.

C.F. - Zawsze bardzo szanowałem Manchester United.

G.P. - I vice versa. Ferguson zaraził mnie szacunkiem do Arsenalu. Wtedy graliście naprawdę dobrze. Do finału w Paryżu. Trafiliście na Barcelonę i zonk! Skończyło się!

C.F. - Zaprosiłeś mnie do Rzymu, co? Bo w Paryżu byłeś dzięki wejściówce, którą dostałeś od pewnego kanoniera...

G.P. - Na Twój bilet wszedł mój ojciec, był w sektorze kibiców Arsenalu. Ja poszedłem z bratem, a wejściówki mieliśmy od Nike. Ale przynajmniej byłem na stadionie, a Ty siedziałeś w domu.

C.F. - Nie dałem rady przyjechać do Rzymu. Ale darłem się przed telewizorem jak opętany. Szkoda, że tego nie widziałeś. Wygraliście zasłużenie.

EL PAIS
- Nie wydaje Ci się, że masz miejsce w Barcelonie?

C.F. - Kto by nie chciał grać w takiej drużynie? Znam ją od podszewki. Ale cóż, jestem kapitanem Arsenalu i jestem z tego dumny.

G.P.
- Zobaczysz, on jeszcze do nas wróci. Zasługuje na to. Poważnie. Nigdy nie widziałem, aby stracił piłkę, strzela bramki, ma zadatki na lidera drużyny.

C.F. - Prawda jest taka, że gra reprezentacji przypomina mi bardzo grę Barcelony. Żałuj że nie było Cię w kadrze w zeszłym roku. Rozmowy z Luisem, zgrupowanie, puchar Mistrzostw Europy, ci wspaniali ludzie...

G.P - Zgadza się, jestem krótko w reprezentacji, ale reprezentuje bardzo wysoki poziom. To co? Gramy o drugi puchar!

Wróć do „Hiszpania”