Od dawna w polskich rozgrywkach pucharowych nie przesądzają o naszych porażkach możliwości piłkarzy - vide porażki z Gruzinami czy męczarnie z Valarengą, Vitorią - tylko brak ambicji i fatalne przygotowanie do rozgrywek.
Z Levadią Wisła będzie miała poważne problemy ze względu na względnie krótki okres przygotowawczy - 20 dni normalnych treningów, mało jak na Polaków, szybkościowo będą pewnie w lesie - i odpowiednią motywację po sparingach z amatorami - obawiam się, że Brożek i spółka, nic nie ujmując z ich piłkarskich zdolności, pomyślą sobie, że skoro trzy dni wcześniej wygrali z AKS Busko Zdrój 5:0, to teraz pojadą z amatorami z jakiejś tam Estonii 10:0. Polak jest zdolny do wszystkiego.
Gdyby trenował ich Majewski, Janas, Wdowczyk czy inny geniusz polskiej myśli szkoleniowej, to spodziewałbym się naprawdę ciężkich bojów, ale dzięki postaci Skorży, który to wszystko trzyma w kupie w Wiśle, jestem w miarę spokojny, jeśli nawet zlekceważą rywali, to Skorża postara się o motywację jak w przerwie derbów Krakowa.
EDIT: O wiele łatwiej byłoby rozegrać drugi mecz w Polsce, kiedy Polacy będą mieli w nogach trochę więcej sił i motoryki, niż w pierwszym meczu - gdyby w pierwszym spotkaniu padł nieprzyjemny dla Wisły wynik, to spokojnie mogliby Wiślacy to odrobić, a tak muszą walczyć na 100% w pierwszym meczu o spokojnie 3:0, na co ich stać, żeby nie denerwować się w rewanżu.



