Czyli Cracovia też może spać spokojni. Nikt nie będzie wszczynał śledztwa ze względu na podejrzenie o zoofilię, kiedy krzyczą o chęci wykonywania czynności seksualnych z psami, ani też Związku Kynologicznego, kiedy krzyczą "do weterynarza". Prokuratora ładnie ośmieszyła Wyborczą. Mam nadzieję, ze w następnych tekstach poświęconych tej decyzji (a takie będą na pewno) baczniej przyjrzą się postaci pana przewodniczącego Gminy Wyznaniowej, który jest najwyraźniej krypto-antysemitą.Kibole ryczą, ekstraklasa karze
Pół roku temu prokuratura wszczęła śledztwo o: • publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym (za „do pieca”); • publiczne znieważenie osób pochodzenia żydowskiego (za „pier... Żydów”); • publiczne znieważenie z powodu koloru skóry Clebera; • publiczne znieważenie Łuczaka (m.in. skandowaniem „ty k...”). I je umorzyła, bo w rasistowskich, antysemickich zachowaniach nie dopatrzyła się „znamion przestępstwa”.
"Do pieca" Łuczak. A co z Żydami?
Umorzenie prok. Kuk-Turek może przejść do historii. Nie tylko dlatego, że od historii się ono zaczyna. Prokurator cofa się do 1906 r., gdy zaczęła się rywalizacja krakowskich klubów i waśnie kibiców. "Rywalizacja sportowa łączona była z antagonizmami o charakterze wyznaniowym i narodowościowym". Bo - jak tłumaczy prokurator - w Cracovii czołowymi zawodnikami były osoby pochodzenia żydowskiego, a Wisła zakazywała gry "niekatolikom" i dlatego Cracovia kojarzona jest od wieku jako klub "żydowski". "Powyższe stereotypy przetrwały do czasów współczesnych" - wynika z uzasadnienia.
Prok. Kuk-Turek z utrwalaniem tych stereotypów się nie rozprawia. Powołując się na prawnicze komentarze, zabiera się za analizę przestępstwa "nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych" i "znieważenia z powodu przynależności narodowej". Zauważa, że to przestępstwa umyślne - popełnione z zamiarem wywołania wrogości do innych osób lub znieważenia. Takiego zamiaru w zachowaniu kiboli i piłkarzy nie zauważa.
Zdaniem prokurator nie da się wprawdzie zaprzeczyć, że okrzyki "do pieca" nawiązywały do II wojny i Holocaustu. Ale - zauważa - "nie odnosiły się do narodu żydowskiego, a do konkretnej osoby - piłkarza drużyny przeciwnej". Nie było to więc nawoływanie do nienawiści do narodu.
Zresztą nie udało się jej (ani policji) ustalić, którzy z kibiców krzyczeli: "Do pieca!". Bez przesłuchania "nie można zakładać, że celem tych osób było nawoływanie do nienawiści." A jeśli już, była to nienawiść do Łuczka z Cracovii, co on zresztą właśnie tak odebrał.
Co wolno w tradycyjnej przyśpiewce
Prok. Kuk-Turek nie ma wątpliwości, że "pier..." to słowo powszechnie uznane za obelżywe. Ale przywiązuje też wagę do "kontekstu sytuacyjnego", w jakim "odśpiewano przyśpiewkę".
A ten kontekst to wspomniana na wstępie tradycja „świętej wojny” między klubami. Wulgarny zwrot miał na celu „poniżenie drużyny Cracovii, którą nazywano » Żydami «, co ma uzasadnienie w tradycji i historii klubu” - „przyśpiewka nie była skierowana ani do Żydów, ani do osób pochodzenia żydowskiego, ale do przeciwnej drużyny” - zaznacza Kuk-Turek.
I (uwaga!) uważa, że określenie Cracovii "Żydami" nie może być postrzegane negatywnie, bo "uznanie takich określeń za obraźliwe czy znieważające byłoby tożsame z prezentowaniem postaw antysemickich".
"Żyd" nie obraża. A "pier... Żyd"? Prokuratura nie ustaliła "osób, które zaintonowały i odśpiewały przyśpiewkę", nie wiadomo więc, czy jej celem było znieważenie osób pochodzenia żydowskiego. Piłkarze Wisły Kraków śpiewający z kibolami "zaprzeczyli, by mieli zamiar podżegać, czy prowokować" kiboli i po zakończeniu meczu "czuli się bardzo zmęczeni".
I - co podkreśla prokurator - nawet przewodniczący Zarządu Gminy Wyznaniowej w Krakowie (długoletni kibic piłkarski) uznał, że przyśpiewka nie była skierowana przeciwko osobom narodowości żydowskiej, ale wynikała "z wzajemnych waśni między klubami".



