Dobra jedziemy z tym koksem:
Sam nie wiem, czy moje poglądy w tej kwestii są „tradycyjno - konserwatywne”. Jeśli pod pojęciem „tradycyjno – konserwatywne” rozumiemy to, że: spotkasz miłą, dobrą, inteligentną, śliczną itd. dziewczynę z którą się dogadujesz się w każdej kwestii i jest wam razem dobrze, a Ty trwasz przy niej mimo różnych… pokus. To tak – takie mam takie poglądy.Cris7 pisze:Biorąc pod uwagę, że z tego co wiem masz bardzo...jakby to powiedzieć tradycyjne,czy konserwatywne poglądy jeśli chodzi o kwestie damsko-męskie(jeśli źle pamiętam, to mnie popraw)
Jednak pozostaje kwestii innego rodzaju.
Mianowicie poglądy, a ich realizacja w rzeczywistości. Pojawia się pewien odwieczny problem tego, że w pewnym wieku i stanie Twojego życia nie do końca marzysz o uprasowanej koszuli i staranie przygotowanym zestawie garniturowym, gdy idziesz na praktyki do kancelarii, nie lubisz mieć poukładanych skarpet, planów na przyszłość, ciepłego obiadku, dobrej kolacji, pościelonego łóżka, miłych słów szeptanych do ucha, telefonów, bo ona się o Ciebie martwi (przecież Cie kocha!) i jakiegoś złotego kółka na palcu. To wszystko jest świetne, ale Ciebie ciągnie gdzie indziej. Zaczynasz robić rzeczy o której do tej pory co najwyżej posądził byś takiego choćby Chłopaczka, a nie siebie. Spierdalasz ze złotej klatki z największymi luksusami: laską/śniadankiem na Twoje życzenie co rano, głaskaniem po główce i buziakami na dobranoc.
Kobieta którą zadowalasz na wszelakich płaszczyznach i jest jej z Tobą dobrze nie wiedzieć czemu stopniowo zbliża się do tego wszystkiego, chyba z powodu jakiś instynktownych podszeptów macicy.
Jest Ci za dobrze. Zapewnienia, stałość to nie jest, to co lubią goście o ksywie franz. Na pewno nie na tym etapie życia. I dupa zbita.
(Przepraszam wszystkich gimnazjalistów czy tam innych licealistów za popełnieni tych słów – nie trudzie się z rozszyfrowaniem, bo i tak się nie uda. „CR9 jest lepszy od Messiego, nie to Lionel jest lepszy – a ja umiem zrobić dookoła świata!” to coś dla Was moi drodzy milusińscy)
No fakt nie przypadło by mi do gustu, bo jest to żałosne po sto kroć! Jednak oceniam go przez jego twórczość, a nie osobowość, bo go nie znam osobiście i tego wyczynu też nie widziałem. Jego życiem osobistym niech się ekscytują czytelnicy pudelka.Cris7 pisze: to rwanie na siłę wszystkiego co się rusza w kiepskiej kondycji fizyczno-intelektualnej(spowodowanej nadmiarem trunków wysokoprocentowych) mogłoby nie przypaść Ci do gustu.
Zresztą odsyłam do posta towarzysza Babla:
No właśnieBabel pisze:Ale jak wyczyny po pijaku (jakby to hiphopie nie robilo dobrego PR) niby maja wpływac na ocene tego co tworzy? A Franzowi chyba o jego technike, flow i sprawt czysto muzyczne. Rozumiem jakby przez to że sie napierdolił duzo osób straciło hajs wydany na koncert, ale na afterze - jego wybór.
Cris7 pisze: Co śmieszniejsze, laski były w większości brzydkie jak noc, a i tak wszystkie się oparły zalotom pijanego Pimpa
Domeną większości mężczyzn jest koloryzowanie swych „zasług” w tej kwestii. Uważają, że zdobędą respekt kolegów i staną się prawdziwymi „macho” – debile.boskigonzo pisze:Własnie to mnie smieszy - w piosenkach lansowanie sie na niewiadomo jakiego przehuja a w rzeczywistosci lou . Zreszta nie tylko on , widac to jakas moda w hh spiewac o swoich milosnych podbojach i robic z siebie kozaczyne...
Zwłaszcza tyczy się to hip-hop’owców. Te wynajęte za kasę modelki kręcące tyłkami/machające piersiami i przechwałki jacy to oni nie są. Jeśli chodzi o „licznik”, to w tarciu z rockiem nie mają żadnych szans. Zresztą, czy ilość „zaliczeń” jest jakąś gloryfikacją – moim zdaniem wprost odwrotnie.
Co do muzy to:
"Szowinistyczny horyzont, bez mała, 2/3 facetów tak ma, nie tylko franz, mała."


