Zeszłoroczny Lech pewnie by z Brugią odpadł w karnych zasłużenie - podczas gdy dzisiejszy może dziękować szczęściu za porażkę jedynie 0:1, a nie 0:4. I tu wina Zielińskiego.
Zwłaszcza dziwią mnie takie stwierdzenia przy tak zaślepionym wyznawcy wielkości polskich piłkarzy wbrew wszelkim przesłankom.



