Re: F.C. Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Re: F.C. Barcelona (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Mentor » 28 wrz 2009, 10:42

Spoko. Akurat akcje utkane z 'miliarda' podań nie zwieńczone golem są na tyle częste, że jestem z nich tylko bardzo zadowolony, ale nie zachwycony. Generalnie jednak trudno mi się nie zgodzić ze Stecem :lol:

Pozwolę sobie zacytować pewne fragmenty:
Nic z tego, przed przerwą meczu z Racingiem Santander otrzymałem SMS-a oddającego ducha naszych czasów. "To się już zrobiło nudne" - zrecenzował spektakl znajomy, który futbol ogląda pasjami, więc nasycił się podziwianiem obezwładniającej przeciwników przewagi Barcelony. Chciał rwących emocje igrzysk, znów dostał wysublimowane, na chłodno wykonywane dotknięcia mistrzów.

A mnie znów skłonił do rozmyślań nad stratami, jakie zadała nam inwazja miliona telewizji, miliarda kamer i biliona youtube'owych filmików, które nie pozwalają jakiegoś - choćby jednego - meczu nie obejrzeć. Które zapychaniem nam oczu transmisjami przez bite 25 godzin na dobę wpędziły wszystkich w bulimię i odebrały zdolność do zorientowania się, że właśnie konsumujemy arcydzieło.

Nie sprowokował mnie pojedynczy SMS, on tylko zawierał w sobie podsumowującą konsumpcyjny obyczaj lapidarność. Nie delektujemy się, wolimy żreć. Nie przyglądamy się uważnie, sprawdzamy w internecie, czy na innych stadionach też już załadowali gola. Nie umiemy dotrwać do ostatniego gwizdnięcia, dopadamy pilota, bo na innym kanale rusza transmisja jeszcze ciekawsza.

Kiedy jakaś drużyna gra fantastycznie, przyjmujemy obowiązkowy grymas zachwytu, a zarazem przeczuwamy jej nieuchronny kryzys, tego kryzysu wypatrujemy, wątpimy, czy wygra ćwierćfinał lub półfinał Ligi Mistrzów, a przecież porażka w ćwierćfinale lub półfinale unieważniłaby wszystkie uprzednie dokonania, byłaby klęską na granicy kataklizmu. Zjawisko dotyka i Barcelony - beznamiętnie odfajkowujemy jej kolejne zwycięstwa, czekając na dwa lub trzy szlagiery, które mają przesądzić o ocenie za cały sezon.

Barca oferuje spektakle w dwóch gatunkach - albo bezdyskusyjne zwycięstwa, w których rywale przypominają własne portrety pamięciowe, albo bezbramkowe (tudzież bliskie bezbramkowym) klincze, jak wiosenny dwumecz z Chelsea lub niedawne 0:0 w Mediolanie z Interem. Kto w starciu z nią ośmieli się porwać na plan konstruktywniejszy niż modły o przetrwanie, prędko zostaje zaklęty w bezwolną kukłę o sylwetce zamazanej do ledwie dostrzegalnych konturów. Dlatego w jej meczach brakuje zazwyczaj albo emocji, albo pełnego estetycznego zaspokojenia. Cierpiącym na niedostatek satysfakcji umiałbym zalecić tylko jedną kurację - wrócić do przeszłości, nie oglądać zagranicznego futbolu przez dwa tygodnie, a potem włączyć Barcelonę.
Świetnie powiedziane. Na pewno wiele osób to zauważyło, ale chyba nikt do tej pory o tym nie pisał. Jakiś czas temu (w okolicach meczu z Interem bodajże) pisałem, że konfrontacje Barcelony z wielkimi drużynami bywają nudne. Bynajmniej nie ze względu na grę Barcelony tylko rywala, który porzuca grę w piłkę na rzecz przeszkadzania w graniu Barcelonie albo wręcz murowaniu.

Nihil novi, ale dużo prawdy no i znowu ktoś połechtał nasze ego przy okazji nieźle oddając emocje towarzyszące (przynajmniej w moim przypadku) oglądaniu Barcelony. Zastanawiam się czy idąc na mecz nie powinienem zakładać garnituru jak przy wyjściu na jakąś sztukę :lol: :wink:

Wróć do „Hiszpania”