Muszę coś napisać niestety. Miałem poczekać, jak będzie dziś, ale chyba nie ma po co, bo w parę dni tak dużo się z pewnością nie zmieniło.
Osoby niemające ochoty na to, by psuć sobie opinię na temat występów Realu, niech tego nie czytają, bo będzie to post długi i trochę frustracki (to muszę podkreślić) z powodu niezawierania pozytywów z gry Królewskich. Tych jest mniej niż negatywów, a pisać o nich teraz nie warto. To nie one są do poprawy! Jeśli jest ktoś uczuciowo związany z białymi barwami, kto buja w obłokach i chce tam zostać, niech nie czyta dalej.
Musiałem o tym uprzedzić, a teraz do rzeczy.
Pellegrini pracuje już w klubie od paru miesięcy. Żeby było jasne już teraz. Nie chcę go wypierdalać, bo kto przyjdzie do takiego klubu w listopadzie? Strach się bać, a Pellegrini ma uznaną markę i niby jest dobrym trenerem, bo wystarczy spojrzeć, co się stało z Villarreal po jego odejściu. Jego zwolnienie byłoby najgorszym możliwym posunięciem. Pora tylko by było widać jakieś efekty. Jakiś postęp, na który spragnione dobrego futbolu Madridismo czeka od dawna. A jak wygląda rzeczywistość?
Teraz kiedy do klubu przyszły cracki. Kiedy pojawił się najlepszy piłkarz świata Cristiano Ronaldo, kiedy przybył Kaka', mistrz podań Xabi Alonso czy ceniony nie wiem i nigdy nie wiedziałem, za co Benzema. Reszty wymieniać nie trzeba, wzmocnienia są w każdej formacji co najmniej solidne. Powtarzaliśmy sobie – czas, czas, czas – i będzie zajebiście. Nie jest. Więcej czasu? Można zapytać złośliwie, na co mamy czekać, skoro drużyna jest w tym samym miejscu, co na początku września? Drużyna powinna robić postępy z meczu na mecz, zgranie i pomysł na grę powinny się powoli pojawiać, aż w końcu byłoby to, na co wszyscy czekamy. Tymczasem nie widać kroków do przodu i mamy liczyć, że wszystko zaskoczy z dnia na dzień. Trudno się z czymś takim pogodzić, bo prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest nikłe. Może postępy jednak będą stopniowe, lecz jeśli tak, to kiedy będą dostrzegalne? Miały być spektakle, a człowiek woli patrzeć do kufla ze złocistym lub ciemnym napojem zamiast w ekran [k****] jego mać! Był Capello i była organizacja, nie od razu, ale obejmował straszny burdel, był Schuster i drużyna grała naprawdę dobrze jak na swój potencjał, był Juande Ramos i z miejsca miał prawie 20 spotkań bez porażki na ligowym podwórku z jakimś może i brzydkim stylem, ale chłopaki potrafili się bronić, a na Barcę brakło jakości. [ch**] z tą końcówką sezonu, gdzie nie było o co grać. Te drużyny miały też jaja! Jak nie szło, to potrafili się wziąć do roboty, przycisnąć i odwracać losy spotkań w końcówkach, dokonywać cudów! Pamiętacie?
Podobnych meczy było więcej. Co jest teraz, gdy Real przegrywa? Głowy na dół, kopanie się w czoło i zero reakcji. Kompletny brak motywacji. Starają się Raul, Guti i Lass, może jeszcze Cristiano i Iker, który jednak gra w kratkę. Reszta to chyba pierdolona banda najemników zbyt zadowolona ze swoich kontraktów!
Jednak to, że drużyna straciła jaja, czyli swój największy atut w latach ubiegłych, to jeszcze dałoby się przełknąć, gdyby nie kilka innych rzeczy. Zacznę od poszczególnych formacji, a skończę na ogóle.
Obrona
Na papierze wygląda świetnie, no może poza lewą stroną, gdzie jest wożony przez wszystkich Marcelo, czasem zagra też jeszcze bardziej wożony Drenthe. Pellegrini jednak nie wystawia tam Alvaro Arbeloy, bo nie. Są ogromne problemy z trzymaniem linii, są przegrywane nadzwyczaj często pojedynki w powietrzu, pojedynki jeden na jeden w bocznych strefach, w końcu nieraz są problemy z przecinaniem długich podań oraz blokowaniem dośrodkowań i strzałów, a nawet (wciąż! I nieważne co Chilijczyk twierdzi na ten temat) problemy przy stałych fragmentach gry. Rywale oddają naprawdę dużo strzałów po rogach, a to, że częściej nie wpada, niż wpada, to nie jest niczyja zasługa. Co się dzieje z Ramosem? Był najlepszym piłkarzem na swojej pozycji, a teraz od dość dawna gra jakby właśnie się zakochał i miał wszystko w dupie. No może z wyjątkiem tego jednego spotkania, gdy zagrał jako stoper. Byle jaki ogórek z ligi hiszpańskiej stwarza sobie sytuacje strzeleckie. To nie jest wina tylko obrony, bo o tym będzie później, ale wymienionym błędom nie można zaprzeczyć. Nieraz Pepe czy Albiol zagrają dobre zawody, ale kolektywem defensywa na dzień dzisiejszy nie jest.
Pomoc
Tu są dopiero jajca! O pomocy najwięcej będzie jednak w części o ogóle drużyny, gdzie zawarte zostaną też błędy taktyczne. Jedną rzecz trzeba jednak napisać już teraz. Co się dzieje z Xabim Alonso? Na tego piłkarza wielu kibiców czekało bardziej niż na Ronaldo, a Bask nie ogarnia co się dzieje. O ile w destrukcji jeszcze gra przyzwoicie, to bardzo głupie straty i niedokładne przerzuty będące przecież jego znakiem firmowym sprawiają, że mam ochotę zwątpić we wszystko i nie cieszyć się już z żadnego transferu w przyszłości, dopóki nie zobaczę gry danego delikwenta w barwach Blancos. Niezależnie od tego jak wspaniałym piłkarzem był we wcześniejszym klubie. Xabi ogarnij się!
Atak
Tu tylko w teorii jest dobrze, bo wpadają bramki i drużyna wygrywa większość spotkań. Koncepcji w tym zero, ale zawsze ktoś błyśnie geniuszem, a tylko Raul jest obecnie w formie. No nieźle ostatnio prezentował się też Higuain, ale ile on tam gra. W końcu Benzema grać musi niezależnie od tego, jak bardzo kaleczy. Pellegrini powiedz prawdę. Dostajesz karteczkę ze składem?
To na co wszyscy czekali
Jak wygląda gra Realu jako całości? Prawie po każdym meczu pisałem, że dobre było 15, 20 czy 30 minut. Z Milanem nie było dobrej gry wcale. Zacznijmy od defensywy. Atak z wyjątkiem Raula praktycznie nie bierze udziału w obronie, nie ma cofnięcia się, zagęszczenia, nawet statystowania w tym miejscu, co trzeba. Napastnicy poza właśnie Raulem stoją sobie lub drepczą w okolicy pola karnego rywala, a gdy akcja jest już bliżej bramki Ikera, to drepczą sobie leniwie w okolicach linii środkowej. Ktoś chce mi napisać, że w większości drużyn napastnicy tak się zachowują? Proszę bardzo, ale ja chcę widzieć takiego Raula, który cofa się i walczy, mimo że w odbiorze mistrzem nie jest, a nie takiego Benzemę, który tylko czeka, żeby móc sobie pierdyknąć w stronę bramki i to zazwyczaj w trybuny lub łatwo stracić w jakiś mało wyszukany sposób – krótko mówiąc się opierdala. Atak musi być pierwszą linią obrony albo z najlepszymi będą problemy.
Problemy będą zwłaszcza dlatego, że odległości pomiędzy formacjami są strasznie duże i nie ma asekuracji. Nie tylko pomoc i atak są daleko od siebie, gdy rywal ma piłkę, pomoc i obrona także. Tu zresztą mamy do czynienia z pewnym fenomenem – z pozycją Lassa. Cóż ten Pellegrini wymyślił? Na początku robiono z tego w mediach atut, teraz już się o tym nie pisze. Lassana Diarra nie gra jako DM! Został przez Chilijczyka przesunięty bardziej do przodu i bierze większy udział w rozegraniu niż Xabi Alonso. Ma to niestety opłakane skutki w defensywie. Lass dużo nie traci, ale odbiera dużo mniej, niż potrafi. Real gra Xabim i Lassem w środku pola – powinien być z tyłu taki spokój, jakiego dawno nie było. Niestety żaden z nich nie pełni roli typowego przecinaka, a przerywanie akcji rywala wcale nie wygląda na ich zadania priorytetowe. Podobnie jest z Gago i tylko Mahamadou Diarrę można naprawdę z czystym sumieniem nazwać pivotem. A gra bez pivota może się źle skończyć nawet w FM. Kończy się tym, że obrona ma z drugiej linii niewielkie wsparcie, a przeciwnik może sobie dość swobodnie rozgrywać pomiędzy 20 i 30 metrem od bramki Casillasa. Na samym początku było jeszcze widać coś takiego, jak Lass asekurujący prawą obronę (no dobra to się jeszcze dość często zdarza), czy Xabi asekurujący lewą (z tym jest gorzej), wygląda jednak na to, że trener zaczął przywiązywać do tego... mniejszą wagę? Może Pellegrini mimo wszystko miał w wyższym ustawieniu Lassa jakiś cel? Chyba tak, druga linia poprzez to miała wywierać większą presję na rywalu i szybciej dążyć do odbioru piłki (mam nadzieję, gdyż innego wytłumaczenia nie potrafię znaleźć). Efekt jest taki, że tylko Francuz biega i rezultatu z tego nie ma żadnego. Chłopaki z drugiej linii nie współpracują ze sobą w destrukcji, nie podwajają i nie stosują drużynowego pressingu, więc rywale nie mają wielkich trudności z przedostaniem się bliżej obrony.
Kolejne mistrzostwo świata to pchanie wszystkiego środkiem, co oczywiście jest związane z decyzjami Pellegriniego. Real ma trzech środkowych pomocników. Granero niby jest ustawiany bliżej boku, ale do środka ciągnie go bez przerwy i tak. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie przednia formacja, gdzie Chilijczyk potrafi wystawić trzech napastników i... każdy z nich jest środkowy! W rezultacie skrzydła są oddane niemal wyłącznie bocznym obrońcom, zmuszanym do częstego zapuszczania się do przodu (tak, tak Marcelo jest w raju) pomimo faktu, że często nie mają asekuracji. Jest strata, idzie kontra i dramat. Gdy zdrowy jest Cristiano (wracaj jak najszybciej!) to chociaż jest jeden boczny napastnik i nie wygląda to tak żałośnie. Jest wtedy ten szybki piłkarz z boku boiska, który nie jest obrońcą. To nic, że dośrodkowania w tej drużynie to tragedia, jakoś trzeba akcję rozegrać, a pchanie się środkiem niewiele może dać, szczególnie w sytuacji, gdy nie ma dokładnych podań. Jednak Cristiano teraz nie ma, a Pellegrini nie wpadł na to, by na pozycji Ronaldo postawić Higuaina, by do przodu przesunąć Marcelo, czy nawet wystawić w ofensywie Drenthe. Jakież to było zaskoczenie, gdy raper swoim wejściem przeciw Milanowi ożywił grę. Nie! Lepiej regularnie wystawiać Raula, Kakę i Karima. Pellegrini zapowiadał brak skrzydeł, ale ktoś przy tej linii bocznej grać musi. Niech to będzie nawet dwóch szeroko ustawionych pomocników, ale niech będzie jak rozciągnąć grę. Jak to wygląda w połączeniu z niedawną wypowiedzią Benzemy:
„Sami sobie komplikowaliśmy akcje ofensywne, zbyt często próbując się przedostać pod bramkę środkiem boiska. Na treningach zwykle rozgrywamy piłkę na skrzydłach, ale w meczach nam to nie wychodzi”.
Ja się pytam, jak ma wychodzić? Chilijczyk na treningach nakazuje robić jedno, by w meczach tylko utrudniać piłkarzom, to co ćwiczą dzień w dzień? Co jest [k****]?
Gdy w tym wszystkim nie ma jeszcze na boisku mistrza prostopadłych – Gutiego – to nawet w ataku jest obraz nędzy i rozpaczy. Naprawdę nie wiem, jak Real wygrał w tym sezonie tak wiele spotkań, grając tak słabo. W sumie może nie powinienem się dziwić, to znak rozpoznawczy tego klubu.
Kolejna rzecz, brak ruchu, gdy Real jest przy piłce. Kiedy rywal nie stosuje pressingu, to tego nie widać, ale gdy ten pressing się pojawia, to pojawiają się tylko straty lub podania do tyłu. Próby zagrania z klepki są zazwyczaj nieudane, podobnie jak podania na wolne pole są zbyt mocne lub niedokładne. Piłkarze nie pomagają sobie w ucieczce przed pressingiem przez grę zbyt statyczną. Powinien być stały ruch i pokazywanie się do podania. Nie ma tego. Straty, straty i straty. Ciągle te straty. Real traci piłkę w prosty sposób tyle razy na mecz, że ja pierdolę...
A co tu dopiero wspominać o wyprowadzaniu piłki spod własnego pola karnego pod tym pressingiem. Fakt, drużyny z Hiszpanii rzadko taki stosują, ale Sevilla się kilka razy ośmieliła. Obrońcy Realu przecież potrafią wyprowadzać piłkę, a linia obrony nie jest mocno cofnięta. Dlaczego więc są z tym problemy, gdy rywal naprawdę spróbuje ją zabrać?
Można zwalić wszystko na kontuzje i być szczęśliwym. Jednak czy to nie właśnie po to klub wydał latem tak wielkie pieniądze na tak wielu piłkarzy? Miała być przynajmniej dwójka dobrych zawodników na każdej pozycji (i jest!), by nie było widać osłabień. Wiadomo, że nikt nie zastąpi Cristiano Ronaldo w 100%, ale są piłkarze, którzy po części mogliby się z tego wywiązać. Zamiast tego wraz z kontuzją Portugalczyka, Real w wielu akcjach na siłę trzyma piłkę jak najdalej od skrzydeł, gdzie boczni obrońcy są osamotnieni i skazani na nierówną walkę z więcej niż jednym przeciwnikiem.
Gdybym nie wierzył w poprawę, to bym stwierdził, że mam to w dupie i przestałbym oglądać mecze. Czekam jednak, aż Pellegrini dostrzeże błędy, które popełnia i coś pozytywnego z tym zrobi. Musi umieć, bo inaczej jego Villarreal nie grałby tak dobrze, jak grał. Może nie jest winą trenera, że Alonso, Kaka', Benzema, Ramos i kilku innych piłkarzy jest lata świetlne za swoją optymalną formą (krótko mówiąc kopią się w czoło) i gracze nie rozumieją się bez słowa i nie umieją grać w ciemno. Kogo jak nie trenera winić w takim razie za błędy w ustawieniu, za to, że zespół nie współpracuje w defensywie, za potwornie długie przestoje w grze, za brak ogólnego pomysłu na rozegranie akcji (wszystko to jedna wielka improwizacja), za nieumiejętność szybkiej i dokładnej gry piłką na małej przestrzeni (bez tego nie da się grać tiki taki, a Pellegrini jej chciał) i za to, że Real zachowuje się w środku pola jak sardynki, przy czym linia obrony to drapieżniki, przed którymi trzeba uciekać? Jak dostaje karteczkę, to mogę go rozgrzeszyć ze wszystkich zarzutów. Jak nie to trzeba coś z tym zrobić.
Teraz posłużę się nieswoim podsumowaniem – trzeba ciężko pracować.
Trzeba też czekać na możliwie najszybszą poprawę, a wierzący mogą się modlić w tej intencji. Pozostaje tylko zaufać Pellegriniemu, że przemiana na lepsze w końcu nadejdzie. Pozytywne jest to, iż on sam mówi, że wiele jest do poprawy. To daje nadzieję. Ja się tylko powoli niecierpliwię i piszę co mi leży na wątrobie. Nie tylko ja. Przecież nie mamy być wcale drugą Barceloną. To ma być nowy wielki i zdolny do wygrywania z każdym Madryt ze swoim własnym stylem gry. Jak będą tylko zwycięstwa i trofea, to nie będę dramatyzował, ale kibicom na Santiago Bernabeu znudziła się toporność i wszyscy chcielibyśmy zobaczyć coś miłego dla oka. Potrzeba polotu i finezji. Czas na pewno siłą rzeczy poprawi zgranie, lecz sam czas nie poprawi wcześniej wymienionych błędów.
No to wylałem swoją frustrację grą Realu. Jak ktoś to przeczytał do końca (naprawdę wytrzymałeś? Mnie pisanie tego bolało okrutnie) i chce coś dodać lub z czymś polemizować, to droga wolna. Jak nie, to spokojnie – przynajmniej do końca sezonu w oczekiwaniu na pozytywne zmiany nie napiszę już tak długiego posta na ten temat (w końcu tworzyłem go na raty przez kilka dni, komu by się chciało) i nie będę was tym nudził.



