Jest coś dla mnie niepojętego w podchodzeniu do pewnych spraw.
Kibic pewnego klubu na cmentarzu zostaje otoczony przez kibiców innego klubu. Dostaje ciosy nożem. Komentarz - na pewno nie był czysty, w dodatku miał szalik. Prowokacja werbalno- wizualna i wszystko wytłumaczone. Na cmentarzu? I co z tego. Poszkodowany (?) powinien był to przewidzieć, nic się nie stało.
Kibice pewnego klubu zostają obrzuceni petardami z gwoździami. Na następny dzień wszyscy wiedzą, że agresor był jeden. Najoczywistszy z oczywistych. Jakie znaczenie mają jakieś gwoździe, kiedy kibice pewnego klubu zareagowali w najohydniejszy możliwy sposób? Obrzydliwą, rodem z tłuszczy kibolskiej, przyśpiewką? Wszyscy powinni dopilnować, aby bydło zostało napiętnowane; ochrona zapałować, a gwoździe powbijać się w baranie, puste mózgownice.
Czasami odnoszę wrażenie, że Wisła Kraków to taki worek do bicia bez końca. Pomijając już nawet, co wypisuje się o niej w tematach stricte sportowych, w porównaniu do innych polskich klubów. Jakby to napisała Wyborcza - haniebne wrzaski medialnych i internetowych zaśpiewajłów.



