Mocne słowa Argentyńczyka, ale obaj panowie swoja postawą podczas meczu pokazali, że są siebie godni. A Teveza każdy kibic traktuje jako furiata i jego wywiady bardziej śmieszą niż szokują.
Mnie intryguje jedno zdanie w tym wywiadzie:
To jak w końcu było? Czy Szkot w ciągu dwóch lat nie odezwał się do Teveza ani słowem, traktował go jak "kawał gówna", był wyrzutkiem, nie należącym do rodziny czy może jednak Boss go uwielbiał? Coś się tu nie zgadzaHe said: "Ferguson loves me."



