Mimo wszystko wypadałoby napisać coś więcej o meczu. Szczerze mówiąc przez większość spotkania byłem potwornie zły na naszych graczy. Mając tak ogromną przewagę i taką ilość sytuacji, trzeba było prowadzić wyżej już dużo wcześniej. A tak spokojni mogliśmy być tylko w końcówce. Z gry wyglądało to oczywiście dobrze, graliśmy ładnie dla oka. Choć w sumie znów nie wiem, czy to my byliśmy tak dobrze zorganizowani, czy Hull tak słabe. Bardzo fajnie prezentował się Nani. Praktycznie wystrzegał się głupich strat i niepotrzebnych dryblingów w swoim stylu. Widać, że zależało mu na wykorzystaniu swojej szansy. Zamiast tego co pokazywał zwykle, dziś kreował grę, dużo podawał. Na pewno dał drużynie więcej niż po drugiej stronie Park. Z kolei zganić należałoby Ferdinanda. Rozumiem, że jest po kontuzji, ale kilka jego zagrań było tak nieodpowiedzialnych jakby miał co najwyżej 18 lat. I to uderzenie Fagana. Z drugiej strony wielokrotnie robił to, czego się od niego wymaga, czyli robił różnicę w defensywie. Osobną "laurkę" przewidziałem dla Gibsona. Co mu wpadło do głowy, żeby w sytuacji gdy wychodzimy w trójkę na jednego obrońce przeciwnika, lobować z kilkudziesięciu metrów? A w kolejnej sytuacji głupia strata tuż przed polem karnym. Myślami to on był chyba gdzie indziej. Wymagałoby się, aby koleś był nieco bardziej skoncentrowany, gdy wchodzi z ławki na boisku, przy bądź co bądź, stanie 1-0.
Ale nieważne, nie ma co narzekać. W końcu wygraliśmy 4-0 i to trzeba świętować. Po sesji rzecz jasna



