Re: Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Kluchman
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18567
Rejestracja: 30 kwie 2006, 19:06
Reputacja: 2415
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Re: Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Kluchman » 27 sty 2010, 19:40

Z tego co pisano, to ten zawodnik z Malagi takze powiedział takie słowa, pewnie to wychowanek Realu albo przyjacie rodziny Ronaldo. To wielka rzecz przyznac ze rywal nei chcial mu zrobić krzywdy.
Osobiscie nie rozumiem sytuacji, gdzie została wmieszana tak akcja Leo z MArciem. Co ona ma wspolnego z Ronaldo. Leo nie uderza w twarz reka, lokciem przeciwnika i za to ma dostać kare taka jak Ronaldo.
Ludzie bez jaj, za zamiary. Nie moge sobie przypomniec jaki to był mecz, ale być moze z Athletic czy własnie z Malaga gdzie była identyczna sytuacja gdzie zawodnik trzymał Leo, i ten mu sie starał wyrwać, ciekawe ze tego takze nie znaleziono. 2 razy Messi cos takiego smiał zrobić, wyszła jego miernota, Ronaldo zrobił to raz a porzadnie.
Tu oczywiscie nie mam pretensji o ta akcje do kibiców Realu, bo to madrycka prasa ostatnio przechodzi sama siebie, juz jak podliczali wychowankow mozna było sie sporo uśmiać, bo zalcizali kazdego, zeby podważyć szkołke Barcy. To nic noweg z ich strony.
Widać, że odebrałeś to jako atak na Barcelonę. Równie dobrze mógłby być wklejony zawodnik Valladolidu, ale akurat Messi machał łapkami, a nie zawodnik Valladolidu w sytuacji bardzo podobnej do tej z Ronaldo. To, że nie trafił w twarz (tylko w szyję) i to, że zawodnik Sevilli nie padł na murawę nie jest już zasługą Messiego. To, że nie zrobił przeciwnikowi krzywdy też nie, bo nie kontrolował swoich ruchów. Krótko mówiąc przypadek sprawił, że Ronaldo najprawdopodobniej będzie pauzował dwa mecze, a Messi za niemal identyczne zagranie nie poniósł żadnej kary. Tylko tyle. Cristiano miał pecha i będzie pauzował, ale dziwi mnie oburzenie kibiców Barcelony tym, że jest on broniony. Po poprzednim czerwie nikt go nie bronił, bo ewidentnie zasłużył z własnego ogromnego błędu. Teraz jest broniony i przez przedstawicieli klubu i przez kibiców i przez prasę, bo zrobienie przeciwnikowi krzywdy było całkowicie przypadkowe, a czerwoną kartkę dostał ze względu na konsekwencje, a nie sam czyn, co widać w protokole sędziowskim, z którego można wnioskować, iż gdyby Mtiliga oberwał, a nie miał złamanego nosa i nie musiałby zostać zmieniony, to Cris prawdopodobnie nie dostałby czerwa. Chodzi o to, że bezpośrednie czerwone kartki niemal zawsze są konsekwencją zachowań celowych.




Tak samo jak kościół nie lubi, gdy ktoś interesuje się ich sprawami i niepochlebnie komentuje ich działalność, tak samo kościół nie powinien wypowiadać się w pewnych sprawach. Proste. To, że biskup Barcelony pił do transferów Realu jest dość oczywiste, bo wynika to z okoliczności. To, że nie użył nazwy Real? Nie musiał, bo wiadomo o czym się wtedy mówiło i o czym było najgłośniej. Chodzi o to, że to nie jego sprawa i gówno powinno go to obchodzić. Rozumiem, kiedy na tego typu tematy wypowiadają się przedstawiciele innych klubów, bo ich to bezpośrednio dotyczy, ale krytyka ze strony jakiegoś biskupa jest dość zabawna i głupia.

Wróć do „Hiszpania”